Wire – Red Barked Tree [Pink Flag; 2011]
Chciałbym założyć, że wszyscy znają Wire, ale nie mogę. Zatem krótki wstęp: Wire jest legendą. Legendą punk rocka, post punku, art punku i wszystkiego innego związanego z punkiem. Ich pierwsze trzy albumy (Pink Flag, Chairs Missing, 154) na stałe weszły do kanonu współczesnej muzyki; jeśli osoba określająca się punkiem ich nie zna, najzwyczajniej w świecie nie ma prawa się tak tytułować. W ogóle nieznajomość pierwszych płyt Wire jest strasznym faux pas.
Wire, jak widać, wydało nowy krążek. Jego recenzja będzie wyglądać tak:
TO JEST TO.
Tyle.
Braids – Native Speaker
Chciałbym założyć, że wszyscy znają Wire, ale nie mogę. Zatem krótki wstęp: Wire jest legendą. Legendą punk rocka, post punku, art punku i wszystkiego innego związanego z punkiem. Ich pierwsze trzy albumy (Pink Flag, Chairs Missing, 154) na stałe weszły do kanonu współczesnej muzyki; jeśli osoba określająca się punkiem ich nie zna, najzwyczajniej w świecie nie ma prawa się tak tytułować. W ogóle nieznajomość pierwszych płyt Wire jest strasznym faux pas.
Wire, jak widać, wydało nowy krążek. Jego recenzja będzie wyglądać tak:
TO JEST TO.
Tyle.
Braids – Native Speaker [Kanine Records; 2011]
Kanadyjczycy są fajni. Śmieszni, ale fajni. Grają też fajną muzykę. Zwłaszcza w Montrealu. Montreal ma mocną scenę hip-hopową. Bardzo mocną. Jak się okazuje nie tylko. Braids są z Kanady. Ściślej z Montrealu. Właśnie wyszedł ich debiut. Zaskoczył mnie. W całym poprzednim roku nie słyszałem tyle świeżości. Chociaż patrząc z innej strony Native Speaker to Feels Animal Collective z kobiecym wokalem. Należy zwrócić uwagę, że druga strona jest rażącym uproszczeniem. Dużo tu Animal Collective, nie przeczę. Niemniej Braids nie są marnymi epigonami amerykańskiego freak folku i pochodnych. Szukają własnej drogi. To nie jest prosty indie pop. Dużo tu elementów charakterystycznych dla brytyjskiej elektroniki. W niektórych momentach czerpią nawet z muzycznych tradycji wschodniej Azji. Teksty też fajne. Słuchając ich można się wyciszyć. Bardzo wyciszyć. Nawet gdy wokalistka krzyczy, czuje się spokój. Coś jak spacer po lesie rankiem. Serio. Pięknie. Bardzo ładnie. Świetny debiut. Naprawdę!
Smith Westerns – Dye It Blonde
Kanadyjczycy są fajni. Śmieszni, ale fajni. Grają też fajną muzykę. Zwłaszcza w Montrealu. Montreal ma mocną scenę hip-hopową. Bardzo mocną. Jak się okazuje nie tylko. Braids są z Kanady. Ściślej z Montrealu. Właśnie wyszedł ich debiut. Zaskoczył mnie. W całym poprzednim roku nie słyszałem tyle świeżości. Chociaż patrząc z innej strony Native Speaker to Feels Animal Collective z kobiecym wokalem. Należy zwrócić uwagę, że druga strona jest rażącym uproszczeniem. Dużo tu Animal Collective, nie przeczę. Niemniej Braids nie są marnymi epigonami amerykańskiego freak folku i pochodnych. Szukają własnej drogi. To nie jest prosty indie pop. Dużo tu elementów charakterystycznych dla brytyjskiej elektroniki. W niektórych momentach czerpią nawet z muzycznych tradycji wschodniej Azji. Teksty też fajne. Słuchając ich można się wyciszyć. Bardzo wyciszyć. Nawet gdy wokalistka krzyczy, czuje się spokój. Coś jak spacer po lesie rankiem. Serio. Pięknie. Bardzo ładnie. Świetny debiut. Naprawdę!
Smith Westerns – Dye It Blonde [Fat Possum; 2011]
Pamiętacie The Drums? Byli zeszłorocznym hajpem, zresztą całkiem zasłużenie, bo umiejętności pisania dobrych piosenek na nieskomplikowane tematy odmówić im nie mogę. A pamiętacie, że byli z NY i grali w klimatach surf? No to teraz wytłumaczcie mi, dlaczego zespoły nie pochodzące z Kalifornii/Florydy grają lepszego surf indie rocka od grup pochodzących z tych dwóch stanów? Dlaczego młodzieńcy z Chicago są w swoim luzie bardziej autentyczni od chłopaków z West Coast? Najwidoczniej w Wietrznym mieście panuje jakaś nie dająca się opisać lepsza energia, która dodatkowo udziela się słuchaczowi. Nie spodziewajcie się „eargasmu”, ale jeżeli oczekujecie prostej, sympatycznej i słonecznej muzyki, Smith Westerns są bardzo rozsądnym wyborem. Dye It Blonde mówi nam mniej więcej coś takiego: Będzie dobrze, więc nie ma co się spinać. Weź dziewczynę/chłopaka pod rękę, piwko w dłoń i na plażę!
Pamiętacie The Drums? Byli zeszłorocznym hajpem, zresztą całkiem zasłużenie, bo umiejętności pisania dobrych piosenek na nieskomplikowane tematy odmówić im nie mogę. A pamiętacie, że byli z NY i grali w klimatach surf? No to teraz wytłumaczcie mi, dlaczego zespoły nie pochodzące z Kalifornii/Florydy grają lepszego surf indie rocka od grup pochodzących z tych dwóch stanów? Dlaczego młodzieńcy z Chicago są w swoim luzie bardziej autentyczni od chłopaków z West Coast? Najwidoczniej w Wietrznym mieście panuje jakaś nie dająca się opisać lepsza energia, która dodatkowo udziela się słuchaczowi. Nie spodziewajcie się „eargasmu”, ale jeżeli oczekujecie prostej, sympatycznej i słonecznej muzyki, Smith Westerns są bardzo rozsądnym wyborem. Dye It Blonde mówi nam mniej więcej coś takiego: Będzie dobrze, więc nie ma co się spinać. Weź dziewczynę/chłopaka pod rękę, piwko w dłoń i na plażę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz