20. Lykke Li – Wounded Rhymes
[Atlantic/LL; 2011]
Od czasów Abby wiadomo, że Szwecja jest
ojczyzną najlepszego popu na świecie. Takie utwory jak Sadness Is a Blessing czy Youth
Knows No Pain to w moim odczuciu ścisła czołówka melancholijnego popu lat
ostatnich. Nie słuchałem Wounded Rhymes
zbyt wiele razy, ale każdy odsłuch przynosił mi dużo radości.
19. Shabazz Palaces – Black Up
[Sub Pop; 2011]
Od jakiegoś czasu coś ciekawego dzieje
się w światowej rapgrze. Bity bardziej połamane i pokomplikowane, co i rusz
ktoś sięga do stylistyk na ogół z hip-hopem nie kojarzonych, a i raperzy jakby
bardziej oczytani i mądrzejsi, w związku z czym teksty stały się ciekawsze. Lil’ Wayne i Asap Rocky? Kpina.
18. Active Child – You Are All I See
[Vagrant; 2011]
Komentarz pod Hanging On na
youtube: This song is like... entering
the most magical vagina the earth has ever known. The pink drapes push aside to
reveal a candle lit lounge where a bunch of sperm are offering to buy one
really hot egg a drink with the hopes of going back to her place. In
summation, this is what making a baby sounds like. Album też można tak
opisać.
17. James Blake – James Blake
[Atlas/Universal; 2011]
Hej kolęda, kolęda!
16. Kopyt/Kowalski – Buch
[WBPiCAK; 2011]
Chyba najlepsza rzecz jaka zdarzyła się
polskiej poezji w ostatnich latach. Można tu oczywiście przywołać legendarne
już Świetliki, ale po co? Kopyt/Kowalski to wyrastająca z podobnego gruntu, ale
zupełnie inna jakość. Hip-hop, noise rock, d’n’b i wiersze? Po Buchu widać, że to możliwe.
15. Burial – Street Halo EP
[Hyperdub; 2011]
Trzema utworami Bevan pokazał, że
jeszcze nie należy spisywać go na straty. Zresztą sam fakt, że każdy obecnie
tworzący producent w jakiś sposób odwołuje się do Buriala, mówi sam za siebie.
Dla miłośników plumkania, rozmytych wokali i deszczowej atmosfery.
14. The Field – Looping State of Mind
[Kompakt; 2011]
Miłośnikom progresji stanowczo tę płytę
odradzam, gdyż wasze przyzwyczajone do słyszalnego rozwoju linii melodycznej
uszy najzwyczajniej w świecie zmęczą się tak dużym nagromadzeniem pętli. Niby
nic się tu nie dzieje, (pętle, pętle, pętle, w trzeciej minucie wchodzi bas, co
kilkadziesiąt sekund dochodzi kilka syntezatorowych dźwięków i tak w koło Macieju) a jednak większość znanych mi
serwisów dała Looping State of Mind
wysokie oceny. Dla fanów techno pozycja
obowiązkowa.
13. Earth – Angels of Darkness, Demons of Light 1
[Southern Lord; 2011]
Moja ulubiona płyta z 2011 roku. Urocze,
długie, pustynne gitarowe drony. Pewnie jest wiele lepszych albumów niż ten,
ale po prostu go lubię. Okładka mi się podoba, brzmienie gitary, sposób
budowania kompozycji, wreszcie fakt, że bardzo dobrze się przy niej czyta.
12. Ghostpoet – Peanut Butter Blues & Melancholy Jam
[Bronswood; 2011]
Smutny rap po brytyjsku, nie trzeba nic
więcej, elo!
11. Nicolas Jaar – Space Is Only Noise
[Circus Company; 2011]
Koleś jest w moim wieku, a już nagrał
płytę, która spokojnie pod koniec dekady będzie uznawana za jedną z lepszych.
Warto przy okazji zauważyć, że Jaar jest lepszy od Blake’a choćby dlatego, że
ma więcej pomysłów i nie nagrywa kolęd.
10. kIRk – Msza Święta w Brąswałdzie
[InnerGuN Records; 2011]
Spodziewałem się psychodelicznych folków
lub melodii oddających cześć słowiańskiej duszy, a dostałem płytę mieszającą
illbient spod znaku DJa Spooky’ego i około jazzowe grania spod znaku
norweskiego Rune Grammofon. Polecam, takich rzeczy jeszcze w Polsce nie było.
9. Wolves in the Throne Room – Celestial Lineage
[Southern Lord; 2011]
Mchy (Bryophyta) – gromada roślin
telomowych obejmująca małe, osiągające od 1 do 10 cm wysokości organizmy,
przeważnie żyjące skupiskowo w ocienionych i wilgotnych miejscach. Nie wykształcają
one prawdziwych liści, łodyg czy korzeni, zamiast nich posiadają listki
(mikrofile), łodyżki oraz chwytniki, spełniające podobne funkcje, lecz mające
odmienną budowę. W rozwoju mchów wyróżnia się dwa następujące po sobie
pokolenia: płciowe (gametofit) wytwarzające gametangia (plemnie i rodnie) oraz
bezpłciowe (sporofit) wytwarzające zarodniki. W sumie opisanych zostało
dotychczas około 13 tysięcy gatunków mchów występujących na świecie. W Polsce,
w 2004 roku znanych było 697 gatunków mchów. (źródło – Wikipedia)
Z tym kojarzą mi się Wilki.
8. Neon Indian – Era extraña
[Static Tongues; 2011]
Mimo, że przez Polish Girl zna go teraz każdy dzieciak w naszym pięknym kraju,
Neon Indian dał radę i nie zeszmacił się jak Toro Y Moi. Chillwave przeminął,
Neon Indian trwa dalej.
7. Holy Other – With U EP
[Tri Angle; 2011]
Witch house’owa moda przeminęła, zostali
tylko najlepsi. Balam Acab trochę się sprzedał i zaczął nagrywać miłe dla ucha,
ale odrobinę pozbawione pomysłu plumki, Ritualz sprzedał się zupełnie i choć ma
na koncie legendarną już cedeerką, do formy nie wróci, Salem radzi sobie
niespecjalnie, a ich ostatnia epka choć spoko, nie przykuwa uwagi. Na placu
boju pozostali tylko gracze, którzy sięgnęli poza wytartą do cna formułę. Holy
Other, Clams Casino, oOoOO – to oni zostaną zapamiętani bardziej niż twórcy
tego nurtu.
6. Gang Gang Dance – Eye Contact
[4AD; 2011]
LSD, zdjęcia owadów i kolorowe flagi,
uważaj na nich, uważaj na nich.
5. Giles Corey – Giles Corey
[Enemies List; 2011]
Dan Barrett jest tylko łysym kolesiem w
okularach, ale jako jedyny w tym roku sprawił, że zapłakałem podczas słuchania
muzyki. O tym.
4. Clams Casino – Instrumental Mixtape
[self-released; 2011]
Niby to tylko podkłady robione dla
innych, ale dziwnym trafem Mike Volpe pozamiatał wszystkich, nawet Jamesa Blake’a.
3. Bon Iver – Bon Iver, Bon Iver
[4AD/Jagjaguwar; 2011]
Na początku myślałem, że Justin Vernon
jest kolejnym słabym śpiewakiem z Ameryki i długo nie lubiłem tej płyty i
całego hajpu jaki się wokół niej dział. W pewnym momencie zreflektowałem się,
że wcale nie jest tak źle, jak myślałem, a nawet jest bardzo dobrze i choć nie
jest to poziom Radiohead, nie mogę Bon Iverowi odmówić umiejętności pisania
świetnych piosenek. Nuciłem je kilka razy.
2. Tim Hecker – Ravedeath, 1972
[Kranky; 2011]
Nie wiem co napisać. Pokochałem od
pierwszego odsłuchu.
1. M83 – Hurry Up, We’re Dreaming
[Mute/Naïve; 2011]
Gdy usłyszałem, że Hurry Up będzie miało dwie płyty, zaśmiałem się mocno. Kto w
czasach gdy longpleje trwają ledwie półgodziny wypuszcza DWUGODZINNE DWUPŁYTOWE
WYDAWNICTWO? Byłem pełen obaw, gdyż „wielcy” (mam tu na myśli moich ulubionych
wykonawców) w tym roku zawodzili – Radiohead słabe, TV on the Radio takie
sobie, The Mars Volta nie wyszła, The Avalanches nagrywają i nagrywają. M83
było moją ostatnią nadzieją, że rok 2011 nie będzie należeć do coraz to
bardziej hajpowanych debiutantów pokroju Blake’a. Bór miał w opiece Gonzaleza i
pozwolił mu nagrać i wydać nie dość, że najlepszy album AD 2011, to jeszcze
najlepszą płytę M83. Praktycznie nie ma tu złego utworu, a pragnę przypomnieć,
że Hurry Up trwa bez mała dwie
godziny!



















