Baths – CeruleanBaths to Will Wiesenfield, młody chłopak z Kalifornii, który wydał niedawno w Anticonie swój debiutancki materiał. Anticon wydaje głównie muzykę zwaną abstrakcyjnym hip-hopem, co nie dziwi, bo założyli go faceci, którzy nagrywali bądź dalej nagrywają w tak klasycznych zespołach jak Clouddead, Themselves czy Deep Puddle Dynamics. Na Cerulean mamy do czynienie z pięćdziesięcioma minutami mocno pokręconej elektroniki, zahaczającej momentami o czysty kicz. Żeby nie być gołosłownym, wskaże na Lovely Bloodflow, który brzmi jak sen paranoicznego dziecka nawiedzanego przez muppety z Ulicy Sezamkowej. Z kolei Aminals jest dadaistyczną wycieczką po tęczowej łące, a umieszczone w tle śpiewające dzieci sprawiają wrażenie obcowania z jakąś mocno nienormalną bajką. Oczywiście, Baths zaserwował nam nie tylko porąbaną elektronikę, zdarzą się też utwory eksplorujące naprawdę minimalny ambient na przykład Rain Smell, który ogranicza się do szumów, śpiewu ptaków i kilku powtarzających się wysamplowanych partii gitary i pianina. Potańczyć, też trochę potańczymy, choćby przy wieńczącym krążek Hall. Jak na debiut Cerulean jest bardzo porządny, a potwierdzeniem niech będzie fakt, że przyjemnie się przy tej płycie spaceruje.

Mount Kimbie – Crooks & Lovers
Dwóch młodzianów z Wysp lubujących się w elektronice wydało album, fajnie. Mówią, że to dubstep, o to jeszcze lepiej, bo dubstep lubię. Odpalam więc i jestem zdziwiony. Tu nie ma dubstepu, a nawet jeśli jakiś się znajdzie, jest praktycznie zredukowany do minimum. Szukam wywiadów, w których określaliby swoje inspiracje, znalazłem. Burial, Xiu Xiu, Madlib, no ekstra. Słucham dalej. Rytmika ogranicza się do jednostajnych szumów lub prostego perkusyjnego bitu, nie potańczymy, co najwyżej się pobujamy. Chłopaki koncentrują się na melodycznej stronie swoich utworów i muszę przyznać, że im to wychodzi. Podbili moje serce Before I Move Off z samplem sitary czy innego azjatyckiego strunowca, podlali to chilloutową elektroniką, przerobili jakiś wokalny sampel, jest nieźle. Trochę dubstepu znalazłem w Blind Night Errand, a to ze względu na charakterystyczne brzmienie basu i klawiszy, oddalanie i przybliżanie dźwięków. Ode to Bear to intymny, oscylujący około ambientu i glitchu utwór i tutaj chyba fajności się kończą. Przy pierwszym przesłuchaniu Crooks jest świeże, przy drugim fajne, a potem robi się nudne. Naprawdę, ta płyta na dłuższą metę jest nieciekawa, a jeśli ktoś szuka spokojnej elektroniki niech lepiej posłucha Pantha du Prince czy Four Teta. Naprawdę.

Dutch – A Bright Cold Day
Jestem zawiedziony. Zapowiadało się tak dobrze, bo i wokalistka wydawała się utalentowana, a do tego pod projektem podpisywał się Stoupe z Jedi Mind Tricks, a tutaj takie rozczarowanie. Wybaczcie, ale prawie wszystko na A Bright Cold Day zostało już nagrane przez Portishead, Archive, Massive Attack czy innych przedstawicieli trip-hopu i innego Bristol soundu. Jedynym jasnym punktem tego krążka jest Warm Like The Wind, ale klasycznie brzmiące jazzowe kawałki z kobiecym wokalem z reguły są fajne, a poza tym jeden dobry utwór nie „robi” płyty. Odpuście sobie, więcej nie powiem.

Four Tet – There Is Love In You
Ta płyta nie odkryje niczego nowego w elektronice, ale sprawi, że na czterdzieści siedem minut oddacie się tytułowej sile miłości. Jeśli chodzi o prostolinijne, wyluzowane elektroniczne nagrania, bezapelacyjna lista roku, choć Pantha du Prince moim zdaniem jest lepszy. Słuchajcie i luzujcie się, bracia i siostry!



Surfer Blood - Astro Coast
Two Door Cinema Club – Tourist History
Pulled Apart By Horses – Pulled Apart By Horses


-2010-front.jpg)






