sobota, 18 grudnia 2010

Świeża zupa #17 (forma instant)


Yeasayer – Odd Blood

Bardzo przyjemne granie, bardzo letnie. W sumie mógłbym się tutaj doszukiwać głębszych wartości i przesłania, ale po co, skoro album doskonale sprawdza się jako ciepły podkład do życia?

Jaga Jazzist – One-Armed Bandit

W porządku krążek, ale panowie z Jaga, moim skromnym, najlepszy okres mają za sobą. Poprzednia płyta była o niebo lepsza od tej, a na pewno One-Armed Bandit do pięt nie dorasta The Stix, który według mnie jest najlepszym albumem Norwegów. 

The Budos Band – The Budos Band III

Tu mam problem. Z jednej strony to klasowe dokonanie, być może najlepszy album Budosów, ale z drugiej jestem rozczarowany. Brakuje mi tu mocy, za którą pokochałem dwa poprzednie wydawnictwa, jednak jestem w stanie docenić fakt, że nowojorczycy nie stoją w miejscu i podążają gdzieś własnym torem. Dalej ich lubię, ale bez zajawki.

Tame Impala – Innerspeaker

Wow. Wow. Wow. Nie myślałem, że ktoś jest w stanie wskrzesić ducha psychodelii w stylu wczesnego Pink Floyd, a jednak się udało. Jeden z jaśniej błyszczących punktów na tegorocznej muzycznej scenie.

Les Discrets – Septembre Et Ses Dernières Pensées

Alcest jest lepszy.

Maximum Balloon – Maximum Balloon

TV on the Radio zrobiło sobie przerwę, a Dave Sitek nagrał solowy album z dziesięcioma tanecznymi piosenkami, które furory nie robią, ale poziom trzymają.

Niwea – 01

Interesujący prymitywistyczny hip-hop z Polski.

Salem – King Night

Muzyka techno dla gotów i innych mrocznych ludzi, aczkolwiek moc jest, podobnie jak momenty, które śmiało można ominąć.

The Sword – Warp Riders

To jest NAPRAWDĘ FAJNY METAL. Autentycznie, chłopaki dają radę, a okładka przypomina mi jedną z moich ulubionych gier czyli Homeworld.

Uochi Toki – Cuore amore errore disintegrazione

Nie rozumiem ani słowa, gdyż liryki są po włosku, ale czuję ten gniew i najeżdżanie na wszystko co się da, a przede wszystkim doznaję warstwy muzycznej, choć czasami utwory mogą się dłużyć i nużyć. Warto, warto.

Brodka – Granda

Monika posłuchała ostatniej płyty Marii Peszek i nagrała bardzo miły dla ucha syntetyczny pop.

Deerhunter – Halcyon Digest

Zachód ich kocha, a ja uważam, że jest wiele lepszych bandów. Przynajmniej okładka ładna. 

Ea – Au Ellai

Nawet jeśli ktoś nie lubi doomu, niech posłucha barwy i brzmienia gitar z tej płyty. Myślałem, że na płycie Alcesta są piękne tony, ale srogo się myliłem.

Kvelertak – Kvelertak

Fucked Up po norwesku. Punk mieszany z blackiem, bardzo smakowite. Zajawiamy się okładką!

Youssou N’dour – Dakar-Kingston

Kurczę. Muzyka afrykańska jest generalnie epicka, ale nie w tym wypadku. Jakoś mam wrażenie, że pan N’dour się nie postarał.

Arcade Fire – The Suburbs

Indie nuda, a nie jeden z albumów roku.

Balkan Beat Box – Blue Eyed Black Boy

Idealne na imprezę w klimatach wschodnioeuropejskich, nigdzie poza.

CocoRosie – Grey Oceans

Jestem poważnie rozczarowany. Bardzo przepraszam, ale ten album to zwykłe gówno, mam jednak nadzieję, że siostry Cassady się nie skończyły.

Dessa – A Badly Broken Code

Ujmę to tak: ta pani to Saul Williams w wersji żeńskiej. Bardzo dobre teksty, klasycznie brzmiąca muzyka, wszystko to daje naprawdę dobry hip-hopowy album, który nie ogranicza się do prostych rymów i bitów, a próbuje przekazać coś więcej. Udaje mu się to.

Gil Scott-Heron – I’m New Here

MOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOC.

Gonjasufi – A Sufi And A Killer

Czasami jest za bardzo lo-fi, ale mimo to wysoko w rankingu. Tak brzmi pustynia bądź obiad z najaranym Buddą.

Grinderman – Grinderman 2

Muzyczne przedstawienie opuszczonego garażu w samym centrum Australii, poza tym Nick Cave jest wystarczającą rekomendacją.

Hot Chip – One Life Stand

Nudne, lepiej sobie odpuścić.

Kele – The Boxer

Kele nagrywa dance? Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha!

MGMT – Congratulations

Gratulacji za ten album nie dostaną, dla mnie już nigdy nie wzniosą się ponad Oracular Spectacular, ale to wina mojej licealnej zajawki na nich.

The Dead Weather – Sea of Cowards

Panie White, czekamy na nowy album The White Stripes! Panie White, chcemy nowego albumu The White Stripes!

Titus Andronicus – The Monitor

The Monitor ocieka amerykańskim kiczowatym patriotyzmem, ale dzięki połączeniu z punkową motoryką i brudnym brzmieniem fakt ten nie mierzi. Naprawdę smakowity krążek.

Mikołaj Bugajak – Strange Sounds and Inconceivable Deeds

Nie, to niemożliwe. Pewne Sekwencje ocierały się o stany nieosiągalne dla zwyczajnych twórców, przenosząc nas na wyższe poziomy odbioru, a najnowsze wydawnictwo Noona jest jeszcze wyżej. Tylko dlaczego to tylko siedemnaście minut?!

Das Racist – Shut Up, Dude & Sit Down, Man

Ogłaszam rok 2010 rokiem należącym do Das Racist.

Gotan Project – Tango 3.0

Brawo! Wrócili do poziomu z debiutu! Brawa!

Orgazm i trzy ciastka czyli moc tkwi w orkiestrze (Świeża zupa #16)


E. S. Posthumus to duet braci Helmuta i Franza Vonlichtenów, kalifornijskich muzyków, wykształciuchów jednej z tamtejszych uczelni wyższych. I nie było by nic ważnego w tym wstępie gdyby nie to, że chłopaki z kraju, który własnej głębokiej tradycji muzycznej nie posiada od 10 lat grają elektroniczną muzykę etniczną, za każdym razem zostawiając poziomem wykonania i pomysłami wszystkie bogatsze kulturowo rynki świata w dalekim tylcu. Jak nie znoszę amerykańskiego podejścia do mieszania stylów muzycznych, tak w tym wypadku po prostu kaszkiet z głowy. „Makara” to trzecia produkcja Posthumusów. Blisko godzinny album przepełniony jest tym, co wykształciuchy lubią najbardziej: łączeniem chórów, gitar, perkusji i większej orkiestry a przez to harmonijnymi melodyjnymi a zarazem monumentalnymi dźwiękami. Jeśli lubicie, (co jest waszą sprawą) słuchać muzyki, do której sami z siebie dopasowujecie filmy i powieści to jest to jeden z nielicznych albumów na robienie takiego wkręta. 

Zatem do rzeczy. Bracia Vonlichten od początku działalności są składem nowoczesnym: promują się głównie w internecie a zarabiają dzierżawiąc swoje produkcje serialom i filmom. Nie ma się co dziwić, styl jaki konsekwentnie i wydanego w 2001 roku „Unearthed” prezentują Posthumusowi jak najbardziej pasuje do produkcji kina i TV. Nie oznacza to jednak że robią jakieś powielane Gje które uprawiają już osiadli na scenie muzycznej Hansowie Zimmerowie, Trevory Rabiny i inne takie. 

„Makara” to niesamowita mieszanka rocka, muzyki klasycznej, elektroniki, różnych etnicznych motywów… trudno tu cokolwiek zaszufladkować a słucha się genialnie. Vonlightenowie dołożyli też starań jako producenci więc Makara i tym razem nie zawiodła tych którzy lubią dłubać przy każdym takcie: wszystko zagrane jest równo, z chlebem i nastrojem. Każdego zachwyci bogactwo dźwięków, melodii i zagrań, które są potężne nie tylko techniką ale i nastrojem jaki buduje „Makara” – po tym albumie mogę się długo nie odzywać bo dostałem takiego kopa że będę ruszał na podbój świata. 

 Żeby nie było tak milusio na coś jednak muszę pomarudzić: momentami ten album pachnie utalentowanymi muzycznie dziećmi które się naoglądały „Piratów z Karaibów”. Tylko do ciężkiej cholery niech się znajdzie jedna chociaż osoba która powie że nie wolno robić takiej muzyki bez filmu to moim zdaniem narazi się na śmieszność. Podejrzewam, że tak jak w przypadku utworów z „Unearthed” czy „Cartographer” kawałki z „Makary” już znalazły potencjalnych producentów, którzy właśnie wypluli swoje cygara i stwierdzili „Chcę ten utwór mieć w najnowszym sezonie, nieważne za ile!” Czego braciom Vonlighten z całego roztańczonego serca życzę.

Michał „Dziadek” Doniec

piątek, 10 grudnia 2010

Lista życia. Podium.


3. Fisz

Dlaczego?

Pragnę od razu zaznaczyć, że pod pojęciem „Fisz” kryją się wszystkie projekty, w które Bartek Waglewski był zaangażowany czyli Tworzywo Sztuczne, płyty nagrywane z Emadem, Enveem, a także Wojciechem Waglewskim i bratem (Kim Nowak ostatecznie też, ale to inna bajka). Teraz zaś przyszła pora na wyjaśnienia, dlaczego akurat on, a nie ktoś inny. Otóż, moi drodzy, Fisz nauczył mnie pisać, to przede wszystkim. Może nie tyle nauczył mnie pisać, bo sporo jest głosów, że jego teksty to czysta grafomania, ale bardziej wskazał mi pewien sposób odczuwania świata, który zaadaptowałem i przerobiłem na własny użytek. Właściwie to za teksty, nie za muzykę pokochałem twórczość starszego z młodych Wagli. Muzyka zeszła w tym wypadku na dalszy plan, co nie oznacza, że mniej ważny, ale to liryki i wokalizy Fisza zapisały się w mojej pamięci. Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że twórczość Bartka będzie mi towarzyszyć do końca mojego życia, bowiem idealnie trafia w moje gusta muzyczne, przekonania i widzenie świata. Nawet nie wiecie ile razy się dołowałem i płakałem przy jego piosenkach.

Co trzeba znać?

F3, Wielki Ciężki Słoń, Piątek 13

Utwór na zajawkę:

Sznurowadła, Deszcz w butach, Niebonie

2. Radiohead

Dlaczego?

Wielu moich znajomych mówiło, że Radiohead będzie pierwsze, a tutaj zaskoczenie. Nie ukrywajmy – Radiogłowi to geniusze, to powszechnie znany fakt. Czy jest w nich coś poza muzyczną maestrią? Tutaj historia toczy się podobnie jak w wypadku Fisza, z tym zastrzeżeniem, że Fisz pokochałem od razu, a do Radiohead strasznie długo się przekonywałem. Pamiętam doskonale moje pierwsze doświadczenie z Kid A. Wypożyczyłem ten album, bo naczytałem się o ich mistrzostwie i chciałem sprawdzić czy to prawda, ale pierwsze odsłuchania mnie nie porwały. Potem na kilkanaście miesięcy zapomniałem o ich istnieniu i po tym czasie wróciłem, tym razem to Amnesiac miał iść do odtwarzałki. Historia się powtórzyła – wynudziłem się okropnie słuchając ich dokonań, zresztą miałem wtedy okres zajawiania się Sigurami. Nudziłem się dopóki nie trafiłem na Hunting Bears, które w ciągu dwóch minut przekonało mnie do ich twórczości. Następnie odkryłem Creep i znów nastąpił okres odstawki, który zakończył się mniej więcej na jesieni 2009. Wtedy Radiohead na stałe zawitało w mojej grajliście i trwa tak do dzisiaj i wiem, że trwać będzie. Ich brzmieniowa neuroza i apatia cały czas mnie powalają i powalać będą.
 
Co trzeba znać?


The Bends, OK. Computer, Kid A, Amnesiac

Utwór na zajawkę:

Creep, Idioteque, Hunting Bears


1. The Mars Volta

Dlaczego?

I co z tego, że Cedric wyje jak delfin, a Omar nie potrafi zbudować partii gitarowej nie zawierającej czternastominutowej solówki? Są genialni i będą genialni i mówiąc szczerze, mam w dupie, że media muzyczne nazywają ich muzykę kakofonią i chaosem. Teemfałka jest dla mnie tak doskonała, że prawie jej już nie słucham, a jeśli już zdecyduję się na odsłuchanie, muszę wykonać to z należnym nabożeństwem. Właściwie każde słowo tego opisu jest straszliwym banałem, ale inaczej się nie da, bowiem nie znam słów, które byłyby w stanie opisać jak bardzo ich wielbię (mimo to staram się patrzeć krytycznie na ich dokonania). Niechaj ludzie obeznani w temacie piszą o geniuszu Radiohead, niech skrobią teksty wychwalające nowe nurty, niechaj tworzą peany na cześć zespołów indie, ja cały czas będę twierdził, że TMV osiągnęło wszystko, co da się osiągnąć w muzyce. W ich wypadku jakiekolwiek rozumienie kompletnie odpada, wszystko przechodzi na odczuwanie, nie ma innych opcji, tak to już jest w przypadku idoli. Skoro już się tak nad nimi rozpływam, napiszę jeszcze, że cenię fakt, iż mają własną drogę. Ktoś mądrze kiedyś napisał, że po każdej kolejnej płycie Teemfałki można się spodziewać wszystkiego, nawet kolęd, free jazzu czy muzyki biesiadnej. Wiem, że będą ze mną do końca, wiem też, że choćby ich następna płyta zawierała piosenki disco-polo i tak będę się jarał, bo będzie to najlepsze disco-polo jakie w życiu usłyszę. Kosmos, absolut, moc, potęga, ponadczasowy hajp.

Co trzeba znać?

De-Loused in the Comatorium, Frances the Mute, Amputechtere, Bedlam in Goliath, Octahedron

Utwór na zajawkę:

Inertiatic ESP, L’Via L’Viaquez, The Widow, Viscera Eyes, Goliath, Since We’ve Been Wrong
Pragnę podziękować wszystkim, którym chciało się to czytać. Zwłaszcza dziękuję za Wasze dopytywanie się kiedy będzie nowy odcinek. Daliście mi nadzieję, że jednak nie robiłem tego bezcelowo. Pjona, kontrolujcie się, darz bór!

Lista życia. Miejsca 10 - 4


10. 5’nizza

Dlaczego?

Sympatyczne z nich chłopaki. Dodatkowo prostymi środkami (gitara akustyczna, beatbox, wokale) zdołali stworzyć ponadczasową muzykę. Naprawdę ponadczasową. Gdy się ich słucha, widać ukraińskie stepy, rozległe rosyjskie przestrzenie, polskie bory, całą Słowiańszczyznę. Wszystko co słowiańskie jest zawarte w ich utworach. Lubię ich między innymi za specyficzną wschodnią melancholię, która tylko my w pełni rozumiemy.
 
Co trzeba znać?

5’nizza

Utwór na zajawkę:


Jamajka, Soldat

9. The White Stripes

Dlaczego?

Kiedy wszyscy myśleli, że rock umarł i zostanie nam już tylko elektronika i hip-hop, pojawili się oni. Rodzeństwo, małżeństwo, rozwiedzione małżeństwo, plotek słyszałem wiele, ale najważniejsza jest muzyka. Wprowadzili muzykę rockową w XXI wiek, nie inaczej. Riffy White’a są już tak klasyczne, że nie znać ich to ogromny wstyd i spadek szacunku na dzielnicy, a Meg czasami zdarzało się być ładną. Serio!

Co trzeba znać?


White Blood Cells, Elephant, Get Behind Me Satan

Utwór na zajawkę:

Seven Nation Army, Blue Orchid, Icky Thump

8. Roots Manuva

Dlaczego?

Ktoś gdzieś napisał, że Rodney Smith jest współczesnym bluesmanem. Zastanowiłem się nad tym i musze się zgodzić. Manuva wydobył brytyjski hip-hop na światło dzienne, ponadto dokonał jego udanej fuzji z dubem. Choć moi koledzy poloniści zapewne się nie zgodzą, ja powiem, że jego teksty są dla mnie literackimi majstersztykami, zaś warstwa instrumentalna ma w sobie wszystko, czego oczekuje od hip-hopu. Kiedyś inspirował mnie Saul Williams, teraz jego miejsce zajął Roots Manuva.

Co trzeba znać?

Brand New Second Hand, Run Come Save Me, Slime & Reason

Utwór na zajawkę:

Movements, Let the Spirit

7. Sigur Rós

Dlaczego?

Oni nie są z Islandii, tylko z Rivendell czy innej elfiej krainy. Osoba, która wyjaśni mi skąd biorą się ludzi nagrywający tak niebiańską muzykę, dostanie ode mnie piwo. Mam nadzieję, że gdy będę umierał, Moc/Bóg/Inna Siła Wyższa jako soundtrack puszczą mi jedną z piosenek Islandczyków. Czyste piękno, nie mam więcej słów.

Co trzeba znać?

(), Agaetis Byrjun, Takk...

Utwór na zajawkę:

Staralfur, Glósóli

6. Godspeed You! Black Emperor

Dlaczego?

Ścieżka dźwiękowa końca świata, soundtrack do najbardziej psychodelicznego i najsmutniejszego filmu świata, absolut, absolut, absolut. Wydali tylko trzy płyty, w tym jedną średnią, dwie idealne. Określili moje życie fragmentem utworu Sleep (7:50 – 9:23), weszli w nie „z buta”. Kocham ich. (okładka ich debiutu robi za tło tego bloga)

Co trzeba znać?

F#A# ∞, Lift Your Skinny Fists Like Antennas To Heaven

Utwór na zajawkę:

Ich utwory są zbyt długie, trzeba zajawiać się albumami.

5. TV on the Radio

Dlaczego?

Alternatywa, czym ona jest? Obecnie niczym poza terminem stosowanym by opisać twórców odbiegających od promowanego w największym stacjach nurtu, ale niczym poza. Niemniej jest często stosowanym określeniem, bardzo lubianym przez wszelakich recenzentów muzycznych (w tym mnie), choć każdy się tego wyrzeka (w tym ja). Lecz nie o alternatywie miałem pisać, a o TV on the Radio, największym objawieniu amerykańskiej sceny ostatnich lat. Pięciu panów z Brooklynu, czterch czarnych, jeden biały już na stałe zapisało się w historii muzyki popularnej. Lubię w nich energię, która dominuje nawet w ich smutnych utworach. Gdyby miał opisać ich słowami mojej dziewczyny, napisałbym: ojejku, jejku, jejku!

Co trzeba znać?

Return to Cookie Mountain, Dear Science

Utwór na zajawkę:

Wolf Like Me, Red Dress

4. DJ Krush & Toshinori Kondo

Dlaczego?

Tylko jedna płyta, a jaki bajzel w życiu! TYLKO JEDNA PŁYTA, rozumiecie? Raz się spotkali, nagrali i heja! Nic więcej, żadnych koncertów, żadnej promocji, nic, zero, null. To jest dopiero sztuka, raz się spotkać i wyrzeźbić krążek, który może funkcjonować jako synonim dla słów „smutek”, „melancholia”, „żal”. Tylko dwóch ludzi, jedynie trąbka i gramofony, nic więcej, a tyle czaru, tyle emocji zostało zawartych w tej jednej, nieszczęsnej płycie. Deszcz dzwoni o szyby bądź śnieg pada na ulice, a ja gapię się przez okno i dołuję się przy ich nagraniach, ale jak pięknie, jak doskonale się dołuję! 

Co trzeba znać?

Ki-Oku

Utwór na zajawkę:


Mu-Getsu, Sun is shining

Lista życia. Miejsca 20 - 11


20. Noon

Dlaczego?

Noon jest najlepszym polskim producentem, a jeżeli ktoś ma zamiar sądzić inaczej, uszanuję takie skrajne ignoranckie zdanie. Mikołaj jest mistrzem w tworzeniu muzycznych pocztówek – krótkich, rzadko przekraczających cztery minuty utworów, pełnych niepokojącej atmosfery i wyrazistych sampli. Jego ostatnia płyta to osobna, ale bardzo dobra historia.

Co trzeba znać?

Bleak Output, Pewne Sekwencje

Utwór na zajawkę:

Esiane, Warsaw Sun

19. Joy Division

Dlaczego?

Bo to autentycznie najsmutniejszy i najbardziej dołujący zespół świata. Przez Iana Curtisa popełniono tysiące samobójstw, samookaleczeń, zażyto mnóstwo narkotyków, stoczono miliony rozmów na smutne tematy i co najgorsze popełniono miliony mniej lub bardziej grafomańskich wierszy (ja łapię się na rozmowy i wiersze).

Co trzeba znać?


WSZYSTKO, ABSOLUTNIE WSZYSTKO.

Utwór na zajawkę:

Love Will Tear Us Apart, Atmosphere

18. Rage Against The Machine 

Dlaczego?

 

Co trzeba znać?

Battle Of Los Angeles, Renegades

Utwór na zajawkę:

Guerilla Radio, Killing in the name

17. Death From Above/1979

Dlaczego?

Ach. Liceum było niewątpliwie ciekawym okresem mojego życia. Pierwsze dziewczyny, pierwsze poważniejsze imprezy, pierwsze wiersze i tak dalej, ale najważniejsze, że to w liceum rozpocząłem muzyczne eksploracje. Nie pamiętam już jak na nich trafiłem, wiem natomiast, że ich utwory co jakiś czas wracają do mojego odtwarzacza. Niby to tylko dance punk, ale jest w nim coś, czego nie umiem uchwycić. Jakaś magia czy coś.

Co trzeba znać?

You’re a Woman, I’m a Machine

Utwór na zajawkę:

Sexy Results, Blood on our Hands, Little Girl

16. Fuck Buttons

Dlaczego?

Wiele osób powie, że to tylko hałas, ale to nieprawda. Ja widzę w ich muzyce współczesność, ponowoczesność, szybkie samochody, eksplozję konsumpcjonizmu, panny w tipsach, galerie sztuki nowoczesznej, autostrady, TGV, problemy trapiące świat, różne filozofie. Wszystko w nich widzę.

Co trzeba znać?

Street Horrrsing

Utwór na zajawkę:

Bright Tommorow

15. Fela Kuti

Dlaczego?

Nic tak dobrze nie leczy europejskiego chłodu, jak afrobeat, esencja gorąca w muzyce. Fela jest prorokiem afrobeatu, jemu zawdzięczamy powstanie i eksplozję tego gatunku, a także tą listę.

Co trzeba znać?

Wszystko.

Utwór na zajawkę:

No Agreement; Sorrow, Tears & Blood

14. M83

Dlaczego?

Najważniejszy jest pomysł, to wiadomo od dawna. Francuzi z M83 mieli pomysł, mianowicie zaczęli nagrywać shoegaze używając do tego klawiszy i bardzo dobrze na tym wyszli. Ich piosenki pełne są, nie bójmy się tego powiedzieć, poezji, czystej poezji. Kilka moich tekstów powstało właśnie dzięki M83, bowiem ich poetyka jest mi bardzo bliska. Bardzo marzycielska muzyka, akurat dla takich marzycieli jak ja.

Co trzeba znać?

Dead Cities, Red Seas & Lost Souls; Before the Dawn Heals Us; Saturdays=Youth

Utwór na zajawkę:

Moonchild, Kim & Jessie

13. Pink Floyd

Dlaczego?

Tutaj pragnę pozdrowić i podziękować mojemu dziadkowi, który zapoznał mnie z jednym z najgenialniejszych zespołów ever, ever. Dzięki Dziadku!
 
Co trzeba znać?

I jeszcze pytasz?

Utwór na zajawkę:


Patrz wyżej.

12. Lenny Valentino

Dlaczego?

Zatapiam się w materac, nie istnieję dla świata, ten oniryzm mnie oplata, a każde mocniejsze uderzenie wprawia moje mięśnie w drgania. Łączę się z wszechświatem, mam łzy w oczach, jestem dzieckiem, jestem znowu dzieckiem.

Co trzeba znać?

Uwaga, jedzie tramwaj

Utwór na zajawkę:


Uwaga, jedzie tramwaj; Dzieci 2

11. Japandroids

Dlaczego?

Patrz: http://zarostmao.blogspot.com/2010/07/kult-miod-i-zimne-piwo-czyli-pyty-zycia.html

Co trzeba znać?

Patrz: http://zarostmao.blogspot.com/2010/07/kult-miod-i-zimne-piwo-czyli-pyty-zycia.html

Utwór na zajawkę:

Boys Are Leaving Town, I Quit Girls