Mogwai – Hardcore Will Never Die, But You Will
[Rock Action Records/Sub Pop; 2011]
To nie jest płyta lepsza od Young Team, trzeba powiedzieć to już na samym początku. Taka jest prawda, Mogwaie już chyba nigdy nie osiągną poziomu, który zaprezentowali na debiucie. Wypada też zauważyć, że strukturalnie Hardcore powiela schematy z płyt poprzednich – wolne intro, przynajmniej jeden kawałek prowadzony przez pianino, utwór quasimetalowy, potężny koniec. Tego też nie da się zaprzeczyć. Recenzje w sieci składały się głównie z marudzenia, że Szkoci się powielają, zjadają własny ogon. Znów to prawda. Być może w moim podejściu za dużo jest fana, za mało obiektywnego recenzenta, ale nie mam zamiaru ukrywać, że najnowsze wydawnictwo Mogwai podoba mi się. Niesamowicie mi się podoba!
Nie mam zielonego pojęcia jak opisać Hardcore, jakich słów użyć, żeby w pełni oddać to, co czuję słuchając. Jak napisałem wyżej, nie ma na tym albumie żadnej innowacji, niczego czego w graniu Szkotów wcześniej nie słyszeliśmy. Słusznie zauważono na jednym z polskich serwisów, że Mogwai to recenzencki koszmar. Mógłbym napisać, że będzie się ich czuło lub nie i na tym tekst mógłby się skończyć, ale nie o to chodzi. Próba napisania czegokolwiek o płycie, na którą się niecierpliwie czekało i która nie zawiodła oczekiwań, jest przede wszystkim walką piszącego z samym sobą.
Mimo to spróbuję, choć uprzedzam, że próby te mogą być koślawe. Hardcore Will Never Die, But You Will jest przede wszystkim niesamowicie spójnym krążkiem. Ani razu nie odczuje się tu rozstrzelenia, wszystko jest dokładnie odmierzone i precyzyjnie podane. Oprócz tego, paradoksalnie, choć zero tu innowacji ma się wrażenie pewnej świeżości, ale najważniejsze w tym wszystkim jest chyba to, że najnowsze wydawnictwo Mogłaji jest wesołe. Tak, nie pomyliliście się, Hardcore jest bardzo ciepłym i sympatycznym albumem. Czuć to już w otwierającym White Noise, który jest tak do bólu typowym dla post-rockowców utworem, że nie mógłby się nie podobać. Następny w kolejce Mexican Grand Prix przynosi nam zabawy elektroniką i kraut rockową motorykę, choć może też kojarzyć się z najczystszym dance punkiem. Rano Pano jest walcem, ale niekoniecznie ze względu na brzmienie, bardziej z powodu konstrukcji – partie gitarowe narastają i narastają, na samym końcu dochodzi sekcja rytmiczna, a wszystko sprawia wrażenie pochodu Godzilli czy przejazdu kolumny czołgów. Death Rays nagrałby sam William Wallace, a San Pedro to prosty, szybki utwór, idealny do pogo na koncercie. Dwie perełki: Letters to the Metro i Too Raging to Cheers. Oba przeszywają na wylot układ nerwowy słuchacza, różnica polega na tym, że pierwszy tuli, drugi rwie.
Panowie nie zaskoczyli, ale też nie rozczarowali. Cały Hardcore brzmi jakby znów cieszyli się, że są Mogwai i mogą grać post-rocka. Szczególnie szczęśliwi z tego powodu musieli być perkusista i basista, gdyż sekcja rytmiczna na tym krążku pracuje wprost fenomenalnie, posunę się nawet do stwierdzenia, że na Hardcore są jedne z najlepszych partii perkusji, jakie Mogwai nagrali podczas całej działalności.
Hardcore Will Never Die, But You Will jest dokładnie tym na co czekałem, a czekałem niecierpliwie. Prawda, że Young Team jest lepsze, że powtarzają się, że mogliby coś nowego wymyślić, ale radzę wam nie słuchać tej gadaniny. Członkowie Mogwai są tylko ludźmi, nie mogą co chwilę produkować genialnych dzieł, czasem trzeba zwolnić i nagrać coś gorszego, żeby potem uderzyć dwa razy mocniej. Na sam koniec chcę zauważyć, że oceny tej płyty oscylują wokół 6 na 10, tymczasem z przeprowadzonych przeze mnie „badań” wynika, że wielu moich znajomych sądzi, iż HWNDBYW zasługuje na więcej. Nie tylko oni tak myślą, dla mnie ta płyta jest jednym z najlepszych dokonań Mogwai. Po prostu są takie albumy, które chwytają za serce od pierwszej nuty i, przynajmniej dla mnie, Hardcore Will Never Die, But You Will jest jednym z nich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz