czwartek, 2 czerwca 2011

Propsy i niepropsy (Świeża zupa #27)


Tyler, the Creator - Goblin

[XL Recordings; 2011]

Moi drodzy, o to mokry sen wszystkich hipsterów. Oczekiwanie i hype, które okryły ten album przerosły wielkością Mount Everest. Teledysk do Yonkers (czyżby gra z Bonkers Rascala? Pojęcia nie mam) rozpalił wszystkich, zapowiadając maksymalnie chory materiał. Karaluchy, wymiociny, wieszanie się, mroczna stylistka, maksymalnie minimalistyczny i plastikowy bit i zajawka gotowa. OFWGKTA zostaje okrzyknięte nowym Wu-Tang, a Tyler największą nadzieją rapu w ogóle.

Krytyka szaleje z zachwytu. Tego jeszcze nie było! Tyler jest Bogiem! W chuj chora płytka, propsy! Krytyka niszczy Goblina. Jak można nagrać coś takiego? Kto słucha tego gówna? Nie rozumiem fenomenu, przecież to jest marne.

Nie wiem po której stronie się opowiedzieć. Nie wiem ile w tym wszystkim przypadku, a ile świadomej autokreacji Tylera. Koncept płytki jest do przyjęcia – z jednej strony kozetka u psychologa, z drugiej strony wariat zabijający dziwki i gwałcący delfiny (autentycznie, tekst o tym jest jednym z mocniejszych momentów na krążku). Nie wiem, nie rozumiem. Warstwa muzyczna moim zdaniem marna, byle bogaty dzieciak z syntezatorem jest w stanie zrobić lepsze podkłady, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby ta płyta brzmiała inaczej. Są tu rzeczy wybitne (Yonkers, Tron Cat), są też naprawdę słabe (Bitch Suck Dick). Czasami ilość fuck w jednym utworze przekracza wszelkie dopuszczalne normy, czasami tekstowo jest wręcz genialnie (sami poszukajcie).

Nie mam pojęcia. Nie ogarniam. Z jednej strony Goblin wydaje mi się strasznie przereklamowany, z drugiej jest czymś... świeżym? No dobra, świeży to złe określenie, ale jakiś pierwiastek nowości czy czegoś podobnego można w tym materiale odnaleźć.

Sami oceńcie. Jestem podzielony, nie wiem jak się ustosunkować, więc poczekam.

Echinacea – Echinacea

[Aloha Entertainment; 2011]

Echinacea to: fioletowo-różowy kwiatek, rodzina morskich jeżowców i chyba lek na katar. To także grupa trzech polskich MC: Pudla, Siódmego i Parkera. Podkłady zrobili im Kixnare, Roux Spana, Jakub Andruchów i Dj Kebs.

O tym albumie nie mogę napisać nic ponad: przecudowna muzyka, senny flow i teksty, których kompletnie się nie zauważa, rejestrując jedynie brzmienie głosów panów raperów. Mimo to mogę powiedzieć, że jaram się.

Wrooclyn Dodgers – Wrooclyn Dodgers

[self-released; 2011]

Kolejna polska płyta, o której nie mogę powiedzieć nic poza „porządna”. Nic odkrywczego w hip-hopie, teksty spoko, bity mocne, wszystkie archetypy hip-hopwej kultury zostały należycie wykorzystane, czasami zdarzy się jakaś lepsza linijka, generalnie można propsować, ale mam wrażenie, że członkowie Wrooclynu nie wykorzystali całego swojego talentu i umiejętności, żeby nagrać coś jeszcze lepszego. Album jest dobry, nawet bardzo, ale w zwyczajny sposób. Szkoda

Boef En De Gelogeerde Aap – Wij Zijn

[Top Notch; 2011]

Wij Zijn umieszczam tu w ramach ciekawostki, gdyż jest to holenderski hip-hop. Nie mam zielonego pojęcia o czym rapują, mogę tylko przypuszczać, że w jakiś sposób biją w system, ale posłuchać warto ze względu na grime’owe patenty i dubstepowe podkłady.

Clams Casino – Instrumental Mixtape

[self-released; 2011]

MÓJ JAH. Gdy pierwszy raz usłyszałem Motivation, które otwiera to wydawnictwo, ze zdumienia musiałem usiąść, ale nie na długo, gdyż zaraz potem dostałem tak niesamowitej dawki energii, że zacząłem biegać po domu w tę i z powrotem. Niby wydawanie hip-hopowych instrumentali mija się z celem, ale w tym wypadku nie wyobrażam sobie, żeby ta płyta wyglądała inaczej. Nie ma tutaj złego utworu, a sam fakt, że nagrana w domu demówka brzmi tak dobrze i według mnie (nie wstydzę się!) prawdopodobnie będzie najlepszym albumem roku 2011 każe propsować. Niby to tylko hip-hop na witch house’owych patentach, ale jak to brzmi! Tutaj jest wszystko, naprawdę wszystko. Melancholie, energie, smuteczki, gniewy, niebanalne obróbki wokalnych sampli, przejmujące partie syntezatorów, genialnie pracująca perkusja, można się tylko czasami przyczepić do jakości nagrania, ale tylko czasami, gdyż przez większość czasu siedzi się z otwartą buzią i nie ogarnia. Na pewno najlepszy tegoroczny debiut. Cud, miód, orzeszki, nic tylko słuchać!

5 komentarzy:

  1. Tajler jest szalony, Wruklin Dodżers zrobili solidną produkcję, na szponach jednej łapy mewy policzę kawałki, które mi się nie podobają.

    ale i tak nowy Jot ich zje.

    OdpowiedzUsuń
  2. miło w końcu przeczytać coś nowego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. zgoda, Tajler jest szalony, a Wruklin nie spełniło moich oczekiwań :(

    nowy Jot? wytłumaczenia proszę!

    OdpowiedzUsuń
  4. http://www.youtube.com/watch?v=ARo3daVXdsI - to jest niby z jakiegoś nadchodzącego albumu, poza tym jest jeszcze jeden singiel, Ogólnie jaranko fchooy

    OdpowiedzUsuń