CunninLynguists – Oneirology [QN5/APOS Music; 2011]
W Niemczech trwa epidemia, w Hiszpanii rolnicy palą warzywa przed budynkami rządowymi, w Polsce na razie jest spokojnie, ale nie należy zapominać, że niedługo przejmujemy prezydencję w Unii Europejskiej i najprawdopodobniej cała ta misternie budowana konstrukcja w ciągu pół roku się rozpadnie. Zdaniem tym próbuję nawiązać do Death Is Silent z zeszłego roku, albumu nagranego przez jednego z członków Cunnin czyli Kno. Płytka narobiła w 2010 sporo zamieszania w światku hip-hopowym, ale była tylko projektem pobocznym, chwilą wytchnienia przed kolejnym albumem grupy.
Oneirology jak sama nazwa wskazuje należy kojarzyć z oniryzmem. Oniryczny hip-hop? Takie rzeczy mogę kupić u Brunona Schulza, w hip-hopie czegoś takiego jeszcze nie ogarniałem. Oczywiście, gdyby za taki pomysł zabierali się chłopaki z legnickiego andergrałndu, byłbym mocno zaniepokojony możliwością spartaczenia sprawy, ale w końcu taki koncept wymyślili sobie Cunnin, a jak wiadomo powszechnie Cunnin są jednym z lepszych składów w USA (lepsze jest chyba tylko Atmosphere, siema Rudi!). Dlatego Oneirology nie bałem się tak jak na przykład King of Limbs.
Szczerze powiem – zaskoczyli mnie. Myślałem, że oniryczny hip-hop jest nie do zrealizowanie bez uciekania w chillwave’owe sposoby, ale jednak! Okazało się, że można nagrać coś sennego i nie używać do tego technik z naszego ulubionego gatunku. Kno, który produkował Oneirology, wspiął się na szczyty swoich możliwości i wysmażył coś, co jednocześnie jest klasyczne i nowatorskie. Piękna sprawa, nie uważacie?
Teksty zaś są konsekwentną realizacją powziętego konceptu, momentami tak wielowarstwowego jak filmy Lyncha czy Incepcja. To też jest piękna sprawa, ale poszczególnych perełek poszukajcie sobie sami, nie mogę w końcu podawać Wam wszystkiego na talerzu!
Chciałbym, że moje miasto nagrywało takie płyty.
IMAKEMADBEATS – IMAKEMADBEATS
[Doxside Music Group; 2011]
IMAKEMADBEATS nagrał album, który pokazuje, że jest zdolnym producentem i nic ponad to. Da się tego słuchać, ale moja propozycja brzmi – słuchajcie bitów nie rapsów.
Looptroop – Professional Dreamers
[Bad Taste Records; 2011]
Professional Dreamers nie będzie ich klasycznym albumem. W rozmowach o Looptroop nikt nie będzie przywoływał tej płyty jako wyznacznika stylu, formy, treści. Wszyscy będą odnosić się do poprzednich z nastawieniem na The Struggle Continues (moim faworytem jest Modern Day City Symphony).
ALE! Professional Dreamers przy pierwszym słuchaniu może wydawać się słabe, rozumiem dlaczego – kto to widział, żeby najbardziej wojujący lewacy w tej części Europy stracili moc i zaczęli nagrywać słoneczne utworki a la druga liga chillwave’u? ALE! Po kolejnym przesłuchaniu można dojść do wniosku, że o to właśnie chodzi. Nie można wiecznie wojować (i tak to robią, ale z mniejszym natężeniem), czasami trzeba odpocząć, zrelaksować się na plaży czy w klubie. Nie powiecie mi chyba, że utwór tytułowy nie jest idealnym relaksatorem? A może Late Nights Early Mornigs żywce wyjęte z filmów o Francji? Oczywiście znajdą się też mocniejsze rzeczy w stylu On Repeat, który jest starym Looptroop w nowym wydaniu (ach, ten bit!).
Nie wiem jak Wy, ale ja to kupuję. W pierwszej chwili nie byłem przekonany do nowego wydawnictwa Szwedów, ale posłuchałem uważniej i jest skłonny stwierdzić, że to jedna z ich lepszych płyt. Jaramy się, oj, jaramy.
Saul Williams – Volcanic Sunlight
[Columbia Records; 2011]
GDZIE JEST MOC NIGGY TARDUST? GDZIE JEST POTĘGA PIÓRA Z DWÓCH PIERWSZYCH ALBUMÓW? GDZIE JEST ZAANGAŻOWANIE I WALKA O LOSY UCIEŚNIONYCH? PYTAM SIĘ – GDZIE?
Bardzo mi smutno z tego powodu, ale jest tutaj coś takiego:

Takie zestawienie produkcji to dla mnie jak kosz łakoci, pozdro
OdpowiedzUsuńdla mnie również, ale chciałem być "przewrotny".
OdpowiedzUsuń