Arctic Monkeys – Suck It and See [Domino; 2011]
Nie chcę słuchać bzdur w stylu nowe Małpy są słabe, bo słabe nie są. Owszem, zmiana brzmienia i stylistyki nie każdemu może przypaść do gustu, ale to wciąż jest zespół, który można kochać. Niech singlowe Brick By Brick będzie dowodem, że Arktyczni wciąż mają talent do pisania chwytliwych i dobrych piosenek. Już nic więcej nie trzeba pisać – i tak wszyscy zainteresowani sprawdzili i mają wyrobione opinie.
Battles – Gloss Drop
[Warp Records; 2011]
Nie wiem co przedstawia okładka. Może to po prostu plastelina, może jakiś ukwiał czy inny koral. Jest pewne, że zastanawia i o to chodzi.
Odkąd z Battles odszedł Tyondai Braxton, zacząłem się martwić. Było, nie było Tyondai napędzał ten zespół, a jego przerobione cyfrowe wokale wżynały się głęboko w nerwy. Mówiłeś Battles, myślałeś Braxton. Tak było.
Mirrored odniosło sukces, nie ulega wątpliwości, dlatego bałem się, że Gloss Drop będzie marną popłuczyną. Okazało się, ze tak nie jest. Muzyka Battles to wciąż drzewo na którym rosną tęczowe żelki, muzycy zaś są pielęgnującymi je ogrodnikami. A resztą recenzji niech będzie ten obrazek.
The Antlers – Burst Apart
[Frenchkiss Records; 2011]
http://www.thelovecollage.com/wp-content/uploads/2010/11/ableandgame.jpg
Smutne i dobre, o tak.
Dirty Beaches – Badlands
[Zoo; 2011]
Zastanawialiście się kiedyś, jak oddać w muzyce klimat recesji, kryzysu gospodarczego i społecznego? Nawet jeśli nie, myślę że ten album ta wam odpowiedź. Dirty Beaches to projekt jednego człowieka – Alexa Zhang Hungtaia, Kanadyjczyka tajwańskiego pochodzenia.
Badlands może was zrazić. Dużo tu lo-fi, mnóstwo repetetywności i klimatu rodem z amerykańskich moteli na pustyni. Wszędzie słychać surf rocka i dźwięki z lat pięćdziesiątych a la Elvis Presley. Jednak wszystko ma tu swoje miejsce.
Dlaczego lo-fi? Z powodu kryzysu gospodarczego, bezrobocia i braku pieniędzy nie można było sobie pozwolić na drogie studio nagraniowe. Zapętlanie? Cóż, problemy społeczne obniżają kreatywność i zmuszają do sięgania po najprostsze środki. Przywoływanie duchów Presleya i jemu podobnych? Tęsknota za złotymi czasami, kiedy wszystko było, żyło się godnie i nie trzeba było się niczym martwić.
Wiem, że to wszystko jest mocno naciągane, ale sprawdźcie i przekonajcie się sami czy mam rację. Jeżeli nie, cóż – będziecie mieli powód by bezlitośnie mnie wyśmiać i będę musiał to przeżyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz