
E. S. Posthumus to duet braci Helmuta i Franza Vonlichtenów, kalifornijskich muzyków, wykształciuchów jednej z tamtejszych uczelni wyższych. I nie było by nic ważnego w tym wstępie gdyby nie to, że chłopaki z kraju, który własnej głębokiej tradycji muzycznej nie posiada od 10 lat grają elektroniczną muzykę etniczną, za każdym razem zostawiając poziomem wykonania i pomysłami wszystkie bogatsze kulturowo rynki świata w dalekim tylcu. Jak nie znoszę amerykańskiego podejścia do mieszania stylów muzycznych, tak w tym wypadku po prostu kaszkiet z głowy. „Makara” to trzecia produkcja Posthumusów. Blisko godzinny album przepełniony jest tym, co wykształciuchy lubią najbardziej: łączeniem chórów, gitar, perkusji i większej orkiestry a przez to harmonijnymi melodyjnymi a zarazem monumentalnymi dźwiękami. Jeśli lubicie, (co jest waszą sprawą) słuchać muzyki, do której sami z siebie dopasowujecie filmy i powieści to jest to jeden z nielicznych albumów na robienie takiego wkręta.
Zatem do rzeczy. Bracia Vonlichten od początku działalności są składem nowoczesnym: promują się głównie w internecie a zarabiają dzierżawiąc swoje produkcje serialom i filmom. Nie ma się co dziwić, styl jaki konsekwentnie i wydanego w 2001 roku „Unearthed” prezentują Posthumusowi jak najbardziej pasuje do produkcji kina i TV. Nie oznacza to jednak że robią jakieś powielane Gje które uprawiają już osiadli na scenie muzycznej Hansowie Zimmerowie, Trevory Rabiny i inne takie.
„Makara” to niesamowita mieszanka rocka, muzyki klasycznej, elektroniki, różnych etnicznych motywów… trudno tu cokolwiek zaszufladkować a słucha się genialnie. Vonlightenowie dołożyli też starań jako producenci więc Makara i tym razem nie zawiodła tych którzy lubią dłubać przy każdym takcie: wszystko zagrane jest równo, z chlebem i nastrojem. Każdego zachwyci bogactwo dźwięków, melodii i zagrań, które są potężne nie tylko techniką ale i nastrojem jaki buduje „Makara” – po tym albumie mogę się długo nie odzywać bo dostałem takiego kopa że będę ruszał na podbój świata.
Żeby nie było tak milusio na coś jednak muszę pomarudzić: momentami ten album pachnie utalentowanymi muzycznie dziećmi które się naoglądały „Piratów z Karaibów”. Tylko do ciężkiej cholery niech się znajdzie jedna chociaż osoba która powie że nie wolno robić takiej muzyki bez filmu to moim zdaniem narazi się na śmieszność. Podejrzewam, że tak jak w przypadku utworów z „Unearthed” czy „Cartographer” kawałki z „Makary” już znalazły potencjalnych producentów, którzy właśnie wypluli swoje cygara i stwierdzili „Chcę ten utwór mieć w najnowszym sezonie, nieważne za ile!” Czego braciom Vonlighten z całego roztańczonego serca życzę.
Michał „Dziadek” Doniec
Zatem do rzeczy. Bracia Vonlichten od początku działalności są składem nowoczesnym: promują się głównie w internecie a zarabiają dzierżawiąc swoje produkcje serialom i filmom. Nie ma się co dziwić, styl jaki konsekwentnie i wydanego w 2001 roku „Unearthed” prezentują Posthumusowi jak najbardziej pasuje do produkcji kina i TV. Nie oznacza to jednak że robią jakieś powielane Gje które uprawiają już osiadli na scenie muzycznej Hansowie Zimmerowie, Trevory Rabiny i inne takie.
„Makara” to niesamowita mieszanka rocka, muzyki klasycznej, elektroniki, różnych etnicznych motywów… trudno tu cokolwiek zaszufladkować a słucha się genialnie. Vonlightenowie dołożyli też starań jako producenci więc Makara i tym razem nie zawiodła tych którzy lubią dłubać przy każdym takcie: wszystko zagrane jest równo, z chlebem i nastrojem. Każdego zachwyci bogactwo dźwięków, melodii i zagrań, które są potężne nie tylko techniką ale i nastrojem jaki buduje „Makara” – po tym albumie mogę się długo nie odzywać bo dostałem takiego kopa że będę ruszał na podbój świata.
Żeby nie było tak milusio na coś jednak muszę pomarudzić: momentami ten album pachnie utalentowanymi muzycznie dziećmi które się naoglądały „Piratów z Karaibów”. Tylko do ciężkiej cholery niech się znajdzie jedna chociaż osoba która powie że nie wolno robić takiej muzyki bez filmu to moim zdaniem narazi się na śmieszność. Podejrzewam, że tak jak w przypadku utworów z „Unearthed” czy „Cartographer” kawałki z „Makary” już znalazły potencjalnych producentów, którzy właśnie wypluli swoje cygara i stwierdzili „Chcę ten utwór mieć w najnowszym sezonie, nieważne za ile!” Czego braciom Vonlighten z całego roztańczonego serca życzę.
Michał „Dziadek” Doniec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz