piątek, 10 grudnia 2010

Lista życia. Podium.


3. Fisz

Dlaczego?

Pragnę od razu zaznaczyć, że pod pojęciem „Fisz” kryją się wszystkie projekty, w które Bartek Waglewski był zaangażowany czyli Tworzywo Sztuczne, płyty nagrywane z Emadem, Enveem, a także Wojciechem Waglewskim i bratem (Kim Nowak ostatecznie też, ale to inna bajka). Teraz zaś przyszła pora na wyjaśnienia, dlaczego akurat on, a nie ktoś inny. Otóż, moi drodzy, Fisz nauczył mnie pisać, to przede wszystkim. Może nie tyle nauczył mnie pisać, bo sporo jest głosów, że jego teksty to czysta grafomania, ale bardziej wskazał mi pewien sposób odczuwania świata, który zaadaptowałem i przerobiłem na własny użytek. Właściwie to za teksty, nie za muzykę pokochałem twórczość starszego z młodych Wagli. Muzyka zeszła w tym wypadku na dalszy plan, co nie oznacza, że mniej ważny, ale to liryki i wokalizy Fisza zapisały się w mojej pamięci. Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że twórczość Bartka będzie mi towarzyszyć do końca mojego życia, bowiem idealnie trafia w moje gusta muzyczne, przekonania i widzenie świata. Nawet nie wiecie ile razy się dołowałem i płakałem przy jego piosenkach.

Co trzeba znać?

F3, Wielki Ciężki Słoń, Piątek 13

Utwór na zajawkę:

Sznurowadła, Deszcz w butach, Niebonie

2. Radiohead

Dlaczego?

Wielu moich znajomych mówiło, że Radiohead będzie pierwsze, a tutaj zaskoczenie. Nie ukrywajmy – Radiogłowi to geniusze, to powszechnie znany fakt. Czy jest w nich coś poza muzyczną maestrią? Tutaj historia toczy się podobnie jak w wypadku Fisza, z tym zastrzeżeniem, że Fisz pokochałem od razu, a do Radiohead strasznie długo się przekonywałem. Pamiętam doskonale moje pierwsze doświadczenie z Kid A. Wypożyczyłem ten album, bo naczytałem się o ich mistrzostwie i chciałem sprawdzić czy to prawda, ale pierwsze odsłuchania mnie nie porwały. Potem na kilkanaście miesięcy zapomniałem o ich istnieniu i po tym czasie wróciłem, tym razem to Amnesiac miał iść do odtwarzałki. Historia się powtórzyła – wynudziłem się okropnie słuchając ich dokonań, zresztą miałem wtedy okres zajawiania się Sigurami. Nudziłem się dopóki nie trafiłem na Hunting Bears, które w ciągu dwóch minut przekonało mnie do ich twórczości. Następnie odkryłem Creep i znów nastąpił okres odstawki, który zakończył się mniej więcej na jesieni 2009. Wtedy Radiohead na stałe zawitało w mojej grajliście i trwa tak do dzisiaj i wiem, że trwać będzie. Ich brzmieniowa neuroza i apatia cały czas mnie powalają i powalać będą.
 
Co trzeba znać?


The Bends, OK. Computer, Kid A, Amnesiac

Utwór na zajawkę:

Creep, Idioteque, Hunting Bears


1. The Mars Volta

Dlaczego?

I co z tego, że Cedric wyje jak delfin, a Omar nie potrafi zbudować partii gitarowej nie zawierającej czternastominutowej solówki? Są genialni i będą genialni i mówiąc szczerze, mam w dupie, że media muzyczne nazywają ich muzykę kakofonią i chaosem. Teemfałka jest dla mnie tak doskonała, że prawie jej już nie słucham, a jeśli już zdecyduję się na odsłuchanie, muszę wykonać to z należnym nabożeństwem. Właściwie każde słowo tego opisu jest straszliwym banałem, ale inaczej się nie da, bowiem nie znam słów, które byłyby w stanie opisać jak bardzo ich wielbię (mimo to staram się patrzeć krytycznie na ich dokonania). Niechaj ludzie obeznani w temacie piszą o geniuszu Radiohead, niech skrobią teksty wychwalające nowe nurty, niechaj tworzą peany na cześć zespołów indie, ja cały czas będę twierdził, że TMV osiągnęło wszystko, co da się osiągnąć w muzyce. W ich wypadku jakiekolwiek rozumienie kompletnie odpada, wszystko przechodzi na odczuwanie, nie ma innych opcji, tak to już jest w przypadku idoli. Skoro już się tak nad nimi rozpływam, napiszę jeszcze, że cenię fakt, iż mają własną drogę. Ktoś mądrze kiedyś napisał, że po każdej kolejnej płycie Teemfałki można się spodziewać wszystkiego, nawet kolęd, free jazzu czy muzyki biesiadnej. Wiem, że będą ze mną do końca, wiem też, że choćby ich następna płyta zawierała piosenki disco-polo i tak będę się jarał, bo będzie to najlepsze disco-polo jakie w życiu usłyszę. Kosmos, absolut, moc, potęga, ponadczasowy hajp.

Co trzeba znać?

De-Loused in the Comatorium, Frances the Mute, Amputechtere, Bedlam in Goliath, Octahedron

Utwór na zajawkę:

Inertiatic ESP, L’Via L’Viaquez, The Widow, Viscera Eyes, Goliath, Since We’ve Been Wrong
Pragnę podziękować wszystkim, którym chciało się to czytać. Zwłaszcza dziękuję za Wasze dopytywanie się kiedy będzie nowy odcinek. Daliście mi nadzieję, że jednak nie robiłem tego bezcelowo. Pjona, kontrolujcie się, darz bór!

2 komentarze:

  1. przyznam, że zaszokowało mnie tak wysokie miejsce fisza, który jest dla mnie strasznie irytujący, u2 które gra praktycznie cały czas jedną piosenkę, oraz tak niskie led zeppelin, ale ogólnie to luz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przebrnąłem przez listę i była to ciekawa podróż. Podobny mam gust. Pozdrawiam i życzę wytrwałości w prowadzeniu tego bloga.

    OdpowiedzUsuń