sobota, 18 grudnia 2010

Świeża zupa #17 (forma instant)


Yeasayer – Odd Blood

Bardzo przyjemne granie, bardzo letnie. W sumie mógłbym się tutaj doszukiwać głębszych wartości i przesłania, ale po co, skoro album doskonale sprawdza się jako ciepły podkład do życia?

Jaga Jazzist – One-Armed Bandit

W porządku krążek, ale panowie z Jaga, moim skromnym, najlepszy okres mają za sobą. Poprzednia płyta była o niebo lepsza od tej, a na pewno One-Armed Bandit do pięt nie dorasta The Stix, który według mnie jest najlepszym albumem Norwegów. 

The Budos Band – The Budos Band III

Tu mam problem. Z jednej strony to klasowe dokonanie, być może najlepszy album Budosów, ale z drugiej jestem rozczarowany. Brakuje mi tu mocy, za którą pokochałem dwa poprzednie wydawnictwa, jednak jestem w stanie docenić fakt, że nowojorczycy nie stoją w miejscu i podążają gdzieś własnym torem. Dalej ich lubię, ale bez zajawki.

Tame Impala – Innerspeaker

Wow. Wow. Wow. Nie myślałem, że ktoś jest w stanie wskrzesić ducha psychodelii w stylu wczesnego Pink Floyd, a jednak się udało. Jeden z jaśniej błyszczących punktów na tegorocznej muzycznej scenie.

Les Discrets – Septembre Et Ses Dernières Pensées

Alcest jest lepszy.

Maximum Balloon – Maximum Balloon

TV on the Radio zrobiło sobie przerwę, a Dave Sitek nagrał solowy album z dziesięcioma tanecznymi piosenkami, które furory nie robią, ale poziom trzymają.

Niwea – 01

Interesujący prymitywistyczny hip-hop z Polski.

Salem – King Night

Muzyka techno dla gotów i innych mrocznych ludzi, aczkolwiek moc jest, podobnie jak momenty, które śmiało można ominąć.

The Sword – Warp Riders

To jest NAPRAWDĘ FAJNY METAL. Autentycznie, chłopaki dają radę, a okładka przypomina mi jedną z moich ulubionych gier czyli Homeworld.

Uochi Toki – Cuore amore errore disintegrazione

Nie rozumiem ani słowa, gdyż liryki są po włosku, ale czuję ten gniew i najeżdżanie na wszystko co się da, a przede wszystkim doznaję warstwy muzycznej, choć czasami utwory mogą się dłużyć i nużyć. Warto, warto.

Brodka – Granda

Monika posłuchała ostatniej płyty Marii Peszek i nagrała bardzo miły dla ucha syntetyczny pop.

Deerhunter – Halcyon Digest

Zachód ich kocha, a ja uważam, że jest wiele lepszych bandów. Przynajmniej okładka ładna. 

Ea – Au Ellai

Nawet jeśli ktoś nie lubi doomu, niech posłucha barwy i brzmienia gitar z tej płyty. Myślałem, że na płycie Alcesta są piękne tony, ale srogo się myliłem.

Kvelertak – Kvelertak

Fucked Up po norwesku. Punk mieszany z blackiem, bardzo smakowite. Zajawiamy się okładką!

Youssou N’dour – Dakar-Kingston

Kurczę. Muzyka afrykańska jest generalnie epicka, ale nie w tym wypadku. Jakoś mam wrażenie, że pan N’dour się nie postarał.

Arcade Fire – The Suburbs

Indie nuda, a nie jeden z albumów roku.

Balkan Beat Box – Blue Eyed Black Boy

Idealne na imprezę w klimatach wschodnioeuropejskich, nigdzie poza.

CocoRosie – Grey Oceans

Jestem poważnie rozczarowany. Bardzo przepraszam, ale ten album to zwykłe gówno, mam jednak nadzieję, że siostry Cassady się nie skończyły.

Dessa – A Badly Broken Code

Ujmę to tak: ta pani to Saul Williams w wersji żeńskiej. Bardzo dobre teksty, klasycznie brzmiąca muzyka, wszystko to daje naprawdę dobry hip-hopowy album, który nie ogranicza się do prostych rymów i bitów, a próbuje przekazać coś więcej. Udaje mu się to.

Gil Scott-Heron – I’m New Here

MOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOC.

Gonjasufi – A Sufi And A Killer

Czasami jest za bardzo lo-fi, ale mimo to wysoko w rankingu. Tak brzmi pustynia bądź obiad z najaranym Buddą.

Grinderman – Grinderman 2

Muzyczne przedstawienie opuszczonego garażu w samym centrum Australii, poza tym Nick Cave jest wystarczającą rekomendacją.

Hot Chip – One Life Stand

Nudne, lepiej sobie odpuścić.

Kele – The Boxer

Kele nagrywa dance? Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha!

MGMT – Congratulations

Gratulacji za ten album nie dostaną, dla mnie już nigdy nie wzniosą się ponad Oracular Spectacular, ale to wina mojej licealnej zajawki na nich.

The Dead Weather – Sea of Cowards

Panie White, czekamy na nowy album The White Stripes! Panie White, chcemy nowego albumu The White Stripes!

Titus Andronicus – The Monitor

The Monitor ocieka amerykańskim kiczowatym patriotyzmem, ale dzięki połączeniu z punkową motoryką i brudnym brzmieniem fakt ten nie mierzi. Naprawdę smakowity krążek.

Mikołaj Bugajak – Strange Sounds and Inconceivable Deeds

Nie, to niemożliwe. Pewne Sekwencje ocierały się o stany nieosiągalne dla zwyczajnych twórców, przenosząc nas na wyższe poziomy odbioru, a najnowsze wydawnictwo Noona jest jeszcze wyżej. Tylko dlaczego to tylko siedemnaście minut?!

Das Racist – Shut Up, Dude & Sit Down, Man

Ogłaszam rok 2010 rokiem należącym do Das Racist.

Gotan Project – Tango 3.0

Brawo! Wrócili do poziomu z debiutu! Brawa!

2 komentarze:

  1. yeasayer- all hour cymbals i nic więcej nie trzeba

    na The Boxer miałam taką samą reakcję :D

    OdpowiedzUsuń