
Yeasayer – Odd Blood
Bardzo przyjemne granie, bardzo letnie. W sumie mógłbym się tutaj doszukiwać głębszych wartości i przesłania, ale po co, skoro album doskonale sprawdza się jako ciepły podkład do życia?
Jaga Jazzist – One-Armed Bandit
W porządku krążek, ale panowie z Jaga, moim skromnym, najlepszy okres mają za sobą. Poprzednia płyta była o niebo lepsza od tej, a na pewno One-Armed Bandit do pięt nie dorasta The Stix, który według mnie jest najlepszym albumem Norwegów.
The Budos Band – The Budos Band III
Tu mam problem. Z jednej strony to klasowe dokonanie, być może najlepszy album Budosów, ale z drugiej jestem rozczarowany. Brakuje mi tu mocy, za którą pokochałem dwa poprzednie wydawnictwa, jednak jestem w stanie docenić fakt, że nowojorczycy nie stoją w miejscu i podążają gdzieś własnym torem. Dalej ich lubię, ale bez zajawki.
Tame Impala – Innerspeaker
Wow. Wow. Wow. Nie myślałem, że ktoś jest w stanie wskrzesić ducha psychodelii w stylu wczesnego Pink Floyd, a jednak się udało. Jeden z jaśniej błyszczących punktów na tegorocznej muzycznej scenie.
Les Discrets – Septembre Et Ses Dernières Pensées
Alcest jest lepszy.
Maximum Balloon – Maximum Balloon
TV on the Radio zrobiło sobie przerwę, a Dave Sitek nagrał solowy album z dziesięcioma tanecznymi piosenkami, które furory nie robią, ale poziom trzymają.
Niwea – 01
Interesujący prymitywistyczny hip-hop z Polski.
Salem – King Night
Muzyka techno dla gotów i innych mrocznych ludzi, aczkolwiek moc jest, podobnie jak momenty, które śmiało można ominąć.
The Sword – Warp Riders
To jest NAPRAWDĘ FAJNY METAL. Autentycznie, chłopaki dają radę, a okładka przypomina mi jedną z moich ulubionych gier czyli Homeworld.
Uochi Toki – Cuore amore errore disintegrazione
Nie rozumiem ani słowa, gdyż liryki są po włosku, ale czuję ten gniew i najeżdżanie na wszystko co się da, a przede wszystkim doznaję warstwy muzycznej, choć czasami utwory mogą się dłużyć i nużyć. Warto, warto.
Brodka – Granda
Monika posłuchała ostatniej płyty Marii Peszek i nagrała bardzo miły dla ucha syntetyczny pop.
Deerhunter – Halcyon Digest
Zachód ich kocha, a ja uważam, że jest wiele lepszych bandów. Przynajmniej okładka ładna.
Ea – Au Ellai
Nawet jeśli ktoś nie lubi doomu, niech posłucha barwy i brzmienia gitar z tej płyty. Myślałem, że na płycie Alcesta są piękne tony, ale srogo się myliłem.
Kvelertak – Kvelertak
Fucked Up po norwesku. Punk mieszany z blackiem, bardzo smakowite. Zajawiamy się okładką!
Youssou N’dour – Dakar-Kingston
Kurczę. Muzyka afrykańska jest generalnie epicka, ale nie w tym wypadku. Jakoś mam wrażenie, że pan N’dour się nie postarał.
Arcade Fire – The Suburbs
Indie nuda, a nie jeden z albumów roku.
Balkan Beat Box – Blue Eyed Black Boy
Idealne na imprezę w klimatach wschodnioeuropejskich, nigdzie poza.
CocoRosie – Grey Oceans
Jestem poważnie rozczarowany. Bardzo przepraszam, ale ten album to zwykłe gówno, mam jednak nadzieję, że siostry Cassady się nie skończyły.
Dessa – A Badly Broken Code
Ujmę to tak: ta pani to Saul Williams w wersji żeńskiej. Bardzo dobre teksty, klasycznie brzmiąca muzyka, wszystko to daje naprawdę dobry hip-hopowy album, który nie ogranicza się do prostych rymów i bitów, a próbuje przekazać coś więcej. Udaje mu się to.
Gil Scott-Heron – I’m New Here
MOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOC.
Gonjasufi – A Sufi And A Killer
Czasami jest za bardzo lo-fi, ale mimo to wysoko w rankingu. Tak brzmi pustynia bądź obiad z najaranym Buddą.
Grinderman – Grinderman 2
Muzyczne przedstawienie opuszczonego garażu w samym centrum Australii, poza tym Nick Cave jest wystarczającą rekomendacją.
Hot Chip – One Life Stand
Nudne, lepiej sobie odpuścić.
Kele – The Boxer
Kele nagrywa dance? Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha!
MGMT – Congratulations
Gratulacji za ten album nie dostaną, dla mnie już nigdy nie wzniosą się ponad Oracular Spectacular, ale to wina mojej licealnej zajawki na nich.
The Dead Weather – Sea of Cowards
Panie White, czekamy na nowy album The White Stripes! Panie White, chcemy nowego albumu The White Stripes!
Titus Andronicus – The Monitor
The Monitor ocieka amerykańskim kiczowatym patriotyzmem, ale dzięki połączeniu z punkową motoryką i brudnym brzmieniem fakt ten nie mierzi. Naprawdę smakowity krążek.
Mikołaj Bugajak – Strange Sounds and Inconceivable Deeds
Nie, to niemożliwe. Pewne Sekwencje ocierały się o stany nieosiągalne dla zwyczajnych twórców, przenosząc nas na wyższe poziomy odbioru, a najnowsze wydawnictwo Noona jest jeszcze wyżej. Tylko dlaczego to tylko siedemnaście minut?!

Das Racist – Shut Up, Dude & Sit Down, Man
Ogłaszam rok 2010 rokiem należącym do Das Racist.
Gotan Project – Tango 3.0
Brawo! Wrócili do poziomu z debiutu! Brawa!
Bardzo przyjemne granie, bardzo letnie. W sumie mógłbym się tutaj doszukiwać głębszych wartości i przesłania, ale po co, skoro album doskonale sprawdza się jako ciepły podkład do życia?
Jaga Jazzist – One-Armed BanditW porządku krążek, ale panowie z Jaga, moim skromnym, najlepszy okres mają za sobą. Poprzednia płyta była o niebo lepsza od tej, a na pewno One-Armed Bandit do pięt nie dorasta The Stix, który według mnie jest najlepszym albumem Norwegów.
The Budos Band – The Budos Band IIITu mam problem. Z jednej strony to klasowe dokonanie, być może najlepszy album Budosów, ale z drugiej jestem rozczarowany. Brakuje mi tu mocy, za którą pokochałem dwa poprzednie wydawnictwa, jednak jestem w stanie docenić fakt, że nowojorczycy nie stoją w miejscu i podążają gdzieś własnym torem. Dalej ich lubię, ale bez zajawki.
Tame Impala – InnerspeakerWow. Wow. Wow. Nie myślałem, że ktoś jest w stanie wskrzesić ducha psychodelii w stylu wczesnego Pink Floyd, a jednak się udało. Jeden z jaśniej błyszczących punktów na tegorocznej muzycznej scenie.
Les Discrets – Septembre Et Ses Dernières PenséesAlcest jest lepszy.
Maximum Balloon – Maximum BalloonTV on the Radio zrobiło sobie przerwę, a Dave Sitek nagrał solowy album z dziesięcioma tanecznymi piosenkami, które furory nie robią, ale poziom trzymają.
Niwea – 01
Interesujący prymitywistyczny hip-hop z Polski.
Salem – King NightMuzyka techno dla gotów i innych mrocznych ludzi, aczkolwiek moc jest, podobnie jak momenty, które śmiało można ominąć.
The Sword – Warp RidersTo jest NAPRAWDĘ FAJNY METAL. Autentycznie, chłopaki dają radę, a okładka przypomina mi jedną z moich ulubionych gier czyli Homeworld.
Uochi Toki – Cuore amore errore disintegrazioneNie rozumiem ani słowa, gdyż liryki są po włosku, ale czuję ten gniew i najeżdżanie na wszystko co się da, a przede wszystkim doznaję warstwy muzycznej, choć czasami utwory mogą się dłużyć i nużyć. Warto, warto.
Brodka – GrandaMonika posłuchała ostatniej płyty Marii Peszek i nagrała bardzo miły dla ucha syntetyczny pop.
Deerhunter – Halcyon DigestZachód ich kocha, a ja uważam, że jest wiele lepszych bandów. Przynajmniej okładka ładna.
Ea – Au EllaiNawet jeśli ktoś nie lubi doomu, niech posłucha barwy i brzmienia gitar z tej płyty. Myślałem, że na płycie Alcesta są piękne tony, ale srogo się myliłem.
Kvelertak – KvelertakFucked Up po norwesku. Punk mieszany z blackiem, bardzo smakowite. Zajawiamy się okładką!
Youssou N’dour – Dakar-KingstonKurczę. Muzyka afrykańska jest generalnie epicka, ale nie w tym wypadku. Jakoś mam wrażenie, że pan N’dour się nie postarał.
Arcade Fire – The SuburbsIndie nuda, a nie jeden z albumów roku.
Balkan Beat Box – Blue Eyed Black BoyIdealne na imprezę w klimatach wschodnioeuropejskich, nigdzie poza.
CocoRosie – Grey OceansJestem poważnie rozczarowany. Bardzo przepraszam, ale ten album to zwykłe gówno, mam jednak nadzieję, że siostry Cassady się nie skończyły.
Dessa – A Badly Broken CodeUjmę to tak: ta pani to Saul Williams w wersji żeńskiej. Bardzo dobre teksty, klasycznie brzmiąca muzyka, wszystko to daje naprawdę dobry hip-hopowy album, który nie ogranicza się do prostych rymów i bitów, a próbuje przekazać coś więcej. Udaje mu się to.
Gil Scott-Heron – I’m New HereMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOC.
Gonjasufi – A Sufi And A KillerCzasami jest za bardzo lo-fi, ale mimo to wysoko w rankingu. Tak brzmi pustynia bądź obiad z najaranym Buddą.
Grinderman – Grinderman 2Muzyczne przedstawienie opuszczonego garażu w samym centrum Australii, poza tym Nick Cave jest wystarczającą rekomendacją.
Hot Chip – One Life StandNudne, lepiej sobie odpuścić.
Kele – The BoxerKele nagrywa dance? Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha!
MGMT – CongratulationsGratulacji za ten album nie dostaną, dla mnie już nigdy nie wzniosą się ponad Oracular Spectacular, ale to wina mojej licealnej zajawki na nich.
The Dead Weather – Sea of CowardsPanie White, czekamy na nowy album The White Stripes! Panie White, chcemy nowego albumu The White Stripes!
Titus Andronicus – The MonitorThe Monitor ocieka amerykańskim kiczowatym patriotyzmem, ale dzięki połączeniu z punkową motoryką i brudnym brzmieniem fakt ten nie mierzi. Naprawdę smakowity krążek.
Mikołaj Bugajak – Strange Sounds and Inconceivable DeedsNie, to niemożliwe. Pewne Sekwencje ocierały się o stany nieosiągalne dla zwyczajnych twórców, przenosząc nas na wyższe poziomy odbioru, a najnowsze wydawnictwo Noona jest jeszcze wyżej. Tylko dlaczego to tylko siedemnaście minut?!

Das Racist – Shut Up, Dude & Sit Down, ManOgłaszam rok 2010 rokiem należącym do Das Racist.
Gotan Project – Tango 3.0Brawo! Wrócili do poziomu z debiutu! Brawa!
yeasayer- all hour cymbals i nic więcej nie trzeba
OdpowiedzUsuńna The Boxer miałam taką samą reakcję :D
; ]
OdpowiedzUsuń