środa, 18 sierpnia 2010

Świeża zupa #5


Nas & Damian „Jr. Gong” Marley – Distant Relatives

Wspólny krążek Nasa i Damiana Marley’a jestem w stanie polubić już na samym początku z powodu kilku ważnych dla mnie rzeczy. Po pierwsze- użycie sampla z mojego ukochanego Mulatu Astatke w singlu, do tego bardzo dobre użycie. Po drugie- tematyka afrykańska, a Afryką jaram się niesamowicie. Po trzecie- moja bezwarunkowa miłość do czarnej muzyki. Niemniej gdy gwiazdy nagrywają wspólne albumy, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że nie udźwigną ciężaru oczekiwań fanów i krytyków, a gdy dodamy do tego zagrożenie wybuchem czyjegoś ego, zaczyna robić się nieciekawie. Czy tak jest w tym wypadku? Wszystko wskazuje na to, że nie. Płyta zdobyła już uznanie publiczności, hula sobie w radiu, sprzedaje się, kratkę z napisem „sukces komercyjny” możemy spokojnie zaptaszkować. Pozostaje jeszcze „sukces artystyczny”. Solowe płyty Nasa i Damiana to już absolutna klasyka hip-hopu i reggae, a to dobrze wróży. Gdy dodamy do tego kilka występów gościnnych, nadzieje jeszcze bardziej wzrosną. A któż wystąpił na Distant Relatives? Otóż dodatkowe partie zostały zaśpiewane/zarapowane przez takich tuzów jak Joss Stone, inne dziecko Nieśmiertelnego Boba Stephen, Dennis Brown czy jarający ostatnimi czasami wszystkich K’naan (to on nagrał piosenkę na tegoroczny Mundial). Prezentuje się to wszystko imponująco, czas na dźwiękową weryfikację. Singlowy As We Enter z wysamplowanym Mulatu Astatke (gdyby ktoś się zainteresował pochodzeniem sampla, pragnę nadmienić, że pochodzi on z utworu Yegelle Tezeta) to absolutny parkietowy hicior, energetyczny utwór stanowiący pomost między Brooklynem i Kingston a Afryką, a dalej jest jeszcze lepiej. Tribal War nagrany wespół z K’nannem przynosi nam nieco orientalno-arabskie smyki i chóralny zaśpiew mogący kojarzyć się z południowoafrykańską grupą Ladysmith Black Mambazo, potem w kilku utworach mamy wycieczkę po Jamajce i dochodzimy do Count Your Blessings- tak właśnie brzmiałby soul, gdyby narodził się gdzieś w Kingston. Właściwie mógłbym opisać i zachwycać się nad każdym utworem z osobna, bowiem wszystkie piosenki na płycie to zamknięte, maksymalnie dopracowane kompozycje, do tego świetnie się dopełniające. Pojawiają się tu wycieczki gospelowe (My Generation), mamy bardzo porządne ragga z licznymi wpływami zachodnioafrykańskimi (Nah Mean), znajdziemy nawet coś, co osobiście uważam za jamajski-afrykański jazz (Patience), a wieńczące album Africa Must Wake Up to po prostu mistrz nad mistrzów. Za takie albumy oddawałbym biednym swój obiad. Jaram się, spalam się, jak dla mnie Distant Relatives to absolutny faworyt w wyścigu o miano płyty roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz