
Okinawa Lifestyle – Naha
Przyjaźń polsko-gruzińska jest jednym z aspektów rzeczywistości, których nie jestem w stanie do końca zrozumieć. Przywołuję ją tu nie bez powodu, gdyż opisywany krążek jest narodowości gruzińskiej (tak, wiem, że płyta nie może mieć narodowości), a recenzent jest czystej krwi Polakiem (organizacje prawicowe prężą się z dumy). Żeby spełnić misję świętej pamięci prezydenta, poczułem się w obowiązku by zaprezentować wam debiutanckie wydawnictwo Gruzinów (Tbilisan?). Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się po tej płycie niesamowitych doznań, ale życie po raz kolejny mnie zaskoczyło. Momentami, acz tylko momentami, Naha jest lepsza od wielu chillwave’owych wydawnictw z Zachodu, nawet od samego Causers Of This świętego Toro, lecz to tylko przebłyski. Okinawa Lifestyle trzyma poziom, ale po przesłuchaniu całości pozostaje wrażenie pewnego niedosytu. Gdybym miał użyć plastycznego porównania, powiedziałbym, że obcowanie z Naha jest jak picie wina z rogu (gruzińska tradycja), ale podczas konsumpcji cały czas po głowie chodzi myśl, że kieliszek byłby wygodniejszy (inaczej: treść jest w porządku, ale przydałaby się inna forma). Mimo to będę dokonania Gruzinów obserwował.

James Blake – The Bells Sketch EP/CMYK EP/Klavierwerke EP
James Blake jeszcze nas zaskoczy. W lutym ma wyjść jego długogrający debiut i przyznam, że po odsłuchaniu trzech epek, które wyszły w ledwo zakończonym roku jestem pełen dobrych przeczuć. Już po pierwszym zapoznaniu się z dowolnym materiałem Blake’a słychać, że gość ma ogromnych rozmiarów talent, a najbardziej znaczące jest to, że nie używa do tego niesamowicie skomplikowanych środków. Utwór tytułowy z CMYK EP jest najlepszym dowodem na to, że minimalizm i stonowanie brzmienia (skojarzenia z Burialem jak najbardziej na miejscu) są krokiem we właściwą stronę. Nie zdziwiłbym się, gdyby debiut Jamesa okazał się jedną z najlepszych płyt 2011 roku.

Rafael Anton Irisarri – The North Bend
Wyobraź sobie coś takiego: jesteś w łódce. Płyniesz w górę rzeki gdzieś w północnej Kanadzie bądź po jednym z dziesięciu tysięcy fińskich jezior. Jest ciemno, niebo nad tobą jest krystalicznie czyste, tak czyste, że masz wrażenie iż stało się wielką kostką lodu, w której jakiś dowcipny bóg zamroził gwiazdy. Wiatr rozwiewa ci włosy, słyszysz pohukiwanie sów z lasu, na horyzoncie śmignęło coś, co wyglądało na spadającą gwiazdę. Czujesz spokój, wydaje ci się, że jesteś częścią wielkiego harmonijnego układu. (To coś więcej niż tylko muzyka tła, kochani. Coś więcej).

Keep Shelly In Athens – In Love With Dusk
Wiem, że mamy odwilż, ale zima pewnie jeszcze do nas powróci, więc żeby walczyć przynajmniej z niską temperaturą, polecę wydawnictwo Greków. Panowie obracają się w klimatach chillwave’owych, ale bardzo dużo czerpią z tradycji europejskiej. Znajdziemy tu lounge, ciepły pop prosto z Balearów, usłyszymy zmiękczone brzmienie francuskiej szkoły elektroniki, zwiedzimy nawet trochę Wysp Brytyjskich. Płyta do przemiany w ciepłą kluchę, najlepiej smakuje podana z czymś ciepłym, na przykład z budyniem.

Toshimaru Nakamura – Egrets
Takie dźwięki będą komponować wasze lodówki, gdy tylko ktoś wszczepi im sztuczną inteligencję.

Caddywhompus – Remainder
Ostatnio zajawiam się Animal Collective, więc ucieszyłem się, gdy usłyszałem w ich graniu tą samą radość, tak charakterystyczną dla Kolektywu. Słuchając dalej, odkryłem sporo inspiracji zespołem o wdzięcznej nazwie Battles i w sumie te dwie nazwy zdominowały mi odbiór tego krążka. Nie ma tu nic odkrywczego czy rewolucyjnego, ale nie mogę powiedzieć, że Remainder jest płytą złą. Jest szczerze, radośnie, głośno i chyba o to chodzi.
Japanese Cartoon – In The Jaws Of The Lords Of Death
Kojarzycie Lupe Fiasco? Koleś jest szanowanym graczem na amerykańskiej scenie rapowej, robił za gościa u największych tuzów, umiejętności ma wysokie i w porządku podkłady. Jak się okazało Lupe zajawia się muzyką rockową, więc zebrał kilku kolegów i podpisując się swoim prawdziwym nazwiskiem, zaczął robić za wokalistę Japanese Cartoon. Oczekiwałem nagrań raczej złych, maksymalnie przeciętnych, lecz życie miało po raz kolejny mnie zaskoczyć. Nad In The Jaws unosi się duch tak wielkich formacji jak Rage Against The Machine, Bad Brains czy rockowi Beastie Boys, do tego połączony jest on z porządnymi kompozycjami, wydaje mi się więc, że już ich wystarczająco zarekomendowałem.

Motion Sickness Of Time Travel – Seeping Through The Veil Of Unconscious
Zatop się w tym, po prostu.

Masayoshi Fujita & Jan Jelinek – Bird, Lake, Objects
Berlin nagrywa dobre płyty. Naprawdę! A ta jest nawet więcej niż dobra. Przede wszystkim panom udało się idealnie oddać klimat wielkiego miasta nocą, rzekłbym wręcz, że słyszę światła ulic. Niby dodanie dźwięków typowo miejskich jak odgłosy kroków czy śpiew ptaków w celu stworzenia industrialnego klimatu nie jest specjalnie skomplikowanym zabiegiem, acz stwierdzam, że w wypadku tego krążka zastosowano go idealnie. Przepis na Bird, Lake, Objects jest bardzo prosty – dwa mikrofony, nakładające się warstwy elektroniki i budujący stronę melodyczną wibrafon, przyznacie, że nieskomplikowane. Płyta do wielorazowego chłonięcia, a na pewno odpowiednia do wieczornych spacerów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz