

5 ex aequo. Mikołaj Bugajak – Dziwne dźwięki i niepojęte czyny & L.U.C – PyyKyCyKyTyPff
Dlaczego na równi? Cóż, tutaj wchodzi prywata. Ja uważam, że Noon jest najlepszym producentem jakiego powiła polska ziemia, Michał z kolei sądzi, że the best of the best jest Eluce. Jakieś kilkaset lat temu skończyłoby się na ubitej ziemi, jednakże w czasach, gdy pojedynki są zakazane, musieliśmy iść na kompromis. Oba krążki są od siebie skrajnie różne: Mikołaj eksploruje tereny minimalistyczne, nawet szumnie określa się Dziwne dźwięki jako contemporary classical, Łukasz zaś wygenerował wszystko za pomocą ust, mamy więc do czynienia z nieco mniej klasycznym beatboxem i hip-hopem. Panowie zapewne nie toczą walki o status najlepszego producenta w Polsce, lecz dzięki ich albumom, my pobiliśmy się na słowa, argumenty i fochy. Dwa naprawdę warte polecenia wydawnictwa, ale jeżeli komuś spodoba się jedno, raczej nie podejdzie mu drugie, tak myślę, lecz mam nadzieję, że się mylę.
4. Gil Scott-Heron – I’m New HereNajważniejszy według mnie prekursor rapu, który w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych swoimi melorecytacjami uderzał w amerykański system, powrócił po około dwudziestu latach i potwierdził, że doświadczenie wygrywa z młodością. Chociaż więcej w tym albumie bluesa i trip-hopu, posunę się do stwierdzenia, że tylko dwie rapowe płyty z 2010 roku są w stanie dorównać poziomem I’m New Here. Kanye West może Gilowi buty lizać, reszta nawet nie dostąpi tego zaszczytu.

3. Das Racist – Shut Up, Dude; Sit Down, ManA oto wspomniane wyżej dwie rapowe płyty. Skoro pisałem o dorównywaniu, pewnie zrodziło się pytanie dlaczego w takim razie są wyżej? Otóż Scott-Heron „nie jest” czystym rapem, a chłopaki z Das Racist są tak bardzo osadzeni w hip-hopowej stylistyce, że bardziej się chyba nie da. Treść pozostawia tu czasami wiele do życzenia, ale forma jest niemalże doskonała. Umiejętne stosowanie ironii i kpiarskiego poczucia humoru, perfekcyjnie dobrane podkłady oraz wszechobecna wyluzowana atmosfera czynią z dwóch płyt Das Racist punkty obowiązkowe dla każdego fana muzyki.
2. Trent Reznor and Atticus Ross – The Social NetworkNie wiem jak prezentuje się to w filmie, przyznam szczerze, lecz biorąc pod uwagę samą muzykę, bez obrazu, i to co zrobiła ona z moją głową, jestem zobligowany do stwierdzenia, że to chyba najlepszy album Reznora od jakiegoś czasu. Na pewno odsłuchanie The Social Network jest obowiązkiem dla każdego fana NIN, ale także osoby nie lubiące Nailsów znajdą tu dużo dla siebie. Właściwie cały opis mógłby się ograniczyć do jednego z moich ulubionych wyrażeń – muzyka miasta. Koniecznie.

1. Robyn – Body Talk pt. 1 & 2 Michał stwierdził, że w tym roku wygrała kobiecość, a ja się z nim zgadzam. Biorąc pod uwagę całość muzycznych wydarzeń 2010, należy stwierdzić, że Robyn i jej Body Talk było najlepsze. Kropka.
Miejsce honorowe:
Ali Farka Touré & Toumani Diabaté – Ali and ToumaniOsobiście uważam, że Ali and Toumani jest lepsze od wszystkich płyt wydanych w 2010, ale to jednak boczny tor na światowej scenie, dlatego przyznałem im miejsce honorowe. Więcej tutaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz